Bonsoir!
Co tam? Mam nadzieję, że wszystko gra :D Ja mam ostatnio trochę zbyt dużą głupawkę ;D
Co tam? Mam nadzieję, że wszystko gra :D Ja mam ostatnio trochę zbyt dużą głupawkę ;D
Nie będę się więc rozpisywać xD
Kyaa! Ale jestem dumna z siebie - to chyba najszybciej napisana 5 stron Worda w historii.. Tak, dobrze słyszycie, przed Wami kolejny długi rozdział ;)
Co do tytułu, to muszę po części oddać honor mojej "korektorce", Kasumi ^^ Dzięki za wsparcie :D
W tym rozdziale musiałam wykorzystać motyw "Zwiadowców" - mojej ukochanej książki, z której pochodz mój kochany Will! Willuś! Przywitaj się!
Will: Dobry wieczór wszystkim! *macha energicznie łapką*
Hao: Opanuj się... Jesteśmy na wizji...
W: =.=
Sorry, oni tak zawsze xD (Prawda Nat? Prawda Kasumi? :D)
Pod koniec rozdziału czekają tym na Was razem obrazki autorstwa Lenny Lover oraz kilka innych, wybranych spośród moich ulubionych ;D
Dedyk dla wszystkich, przy których dostaję głupawki (one już wiedzą o kogo chodzi :D)
20. "Na powkurzanie brata nigdy nie braknie sił, czyli o sposobach okazywania sobie braterskiej miłości"
Z Johnem, Meene i Lysergiem rozstali się na skraju
Patch. Widok trójki X-laws w towarzystwie dwóch zakapturzonych postaci mógłby
wzbudzić niepotrzebną sensację, toteż uznali, że lepiej dla wszystkich będzie
podróżować osobno.
Bliźniacy
starali się iść bocznymi dróżkami. Hao czuł się już dużo lepiej, a jego foryoku
zaczynało się szybko regenerować. Nie wiedział jednak, że znaczący wpływ na to
miała bliska obecność Yoh. Przy nim długowłosy czuł się bezpiecznie. Był
szczęśliwy.
Szli w milczeniu,
jednak cisza im nie przeszkadzała. Znajdowali się teraz w wąskiej uliczce,
będącej odnogą głównej alei w Patch. W miarę, jak zbliżali się do względnie
„otwartej” przestrzeni, ognisty szaman robił się coraz bardziej nerwowy. A
jeśli ktoś ich rozpozna? Przecież wszyscy tutaj go nienawidzą… I jak w takim
przypadku odniosą się do jego brata, gdy zobaczą, że się z nim pogodził…?
Te rozmyślania przerwały nagle słowa młodszego Asakury,
który zatrzymał się w cieniu, obok jakiegoś kontenera.
- Hao… Wiem, że obiecałem ci, że nie powiem o tobie
moim przyjaciołom…
Na
dźwięk swojego imienia, władca płomieni natychmiast odwrócił się w kierunku
bliźniaka.
- Ćśś! Jeszcze cię ktoś usłyszy…
- Ale, żeby ciebie ratować musiałem znowu opuścić
dom – wielbiciel cheeseburgerów udawał, że nie dosłyszał upomnienia – i tym
razem Anna nie była taka łaskawa…
- Powiedziałeś jej?!
- Przepraszam cię… Musiałem…
- Ehh… Właściwie to mogłem się spodziewać, że przed
twoją dziewczyną nic się nie ukryje – westchnął długowłosy. Zaraz potem
spojrzał na twarzyczkę brata i uśmiechnął się z politowaniem. – Kto jeszcze
wie?
- Manta. Ale na pewno nikomu nie powie.
- Co ja z tobą mam… - powiedział jeszcze i poprawił
bratu kaptur, który za bardzo nasunął mu się na oczy. Miał zamiar odwrócić się
i iść dalej w stronę głównej drogi, ale ponownie odezwał się Yoh.
- Sądzę, że powinniśmy powiedzieć też reszcie. Nie
chcę ich okłamywać… Zresztą, Faust na pewno lepiej zajmie się twoimi ranami niż
ja.
Hao
zamyślił się. Wiedział, że kiedyś w końcu i tak będą się musieli dowiedzieć…
Choć on sam zdecydowanie wolałby, żeby to „kiedyś” nastąpiło dużo później…
Widząc jednak rozbrajający, błagalny wzrok słuchawkowego szamana, skinął lekko
głową.
- Niech ci będzie… Ale powiemy tylko im. Ok?
Młodszy
Asakura, słysząc pozytywną odpowiedź, wyszczerzył się. Chwycił brata za rękę i,
zanim ten zdążył zorientować się, co się dzieje, pociągnął go za sobą na główną
aleję Patch,
Znaleźli
się niedaleko stadionu, Zaledwie nieco ponad trzysta metrów na południe stałby
domek „Drużyny Asakury”, Zaś naprzeciwko wylotu wąskiej dróżki, którą się tu
dostali, znajdowało się wejście do restauracji Karima.
Yoh
pociągnął zdezorientowanego Hao w kierunku swojego domku. Ze szczęścia wynikającego
z możliwości opowiedzenia przyjaciołom o bracie, zupełnie zapomniał patrzeć
przed siebie. Skończyło się to więc dość bliskim spotkaniem zakapturzonych
postaci z pewnym wysokim członkiem rady, który, pochrupując bekonowe chipsy,
spacerował sobie spokojnie po Patch.
- Hej! Patrzcie jak idziecie! – oburzył się Silva
patrząc na rozsypane po ziemi przekąski.
- Przepraszam – rzucił szybko Hao, nieco zmienionym
głosem. Już chciał się wycofywać, gdy przytrzymał go członek rady..
- Hej! A wy to kto? Nigdy was tu wcześniej nie
widziałem…
- A co cię to obchodzi? – spytał opryskliwie
ognisty szaman.
- Jestem członkiem rady szamanów i jednym z
opiekunów wioski. Mam prawo wiedzieć.
- Yyy… Ja jestem… Halt! A to mój przyjaciel Gilan –
w ostatniej chwili przypomniał sobie imiona bohaterów swojej ulubionej książki.
- Jesteśmy z „Drużyny Dębowego Liścia” – dodał Yoh,
wpadając w średniowieczny klimat ^^
- Kojarzę tę drużynę… Ale wam jakoś nie wierzę!
Pokażcie dzwonki wyroczni!
Hao
nie miał zielonego pojęcia, co robić. Przecież już ich identyczny wzrost dawał
do myślenia… Gdyby pokazali dzwonki wyroczni, Silva mógłby się czegoś domyślić…
Ukradkiem
spojrzał na stojącą po drugiej stronie ulicy ławkę. Tuż obok niej znajdowała
się donica z jakimś wysuszonym krzaczkiem. Czując, że nie ma innego wyjścia,
zamknął oczy i skupił na nieszczęsnej roślince całą swoją uwagę. Z nietypowego
transu wyrwał go krzyk jakiegoś dziecka.
- Mamo! Popatrz! Pali się!
Podniósł
powieki i ujrzał zbierający się przy płonącym obiekcie tłumek gapiów. Członek
rady również odwrócił się aby sprawdzić, co wywołało takie zamieszanie.
Ten
moment wykorzystał Hao. Chwycił brata za rękę i szybko wyminął Silvę. Ten,
dopiero po chwili zdał sobie sprawę z ucieczki dwóch odzianych w czerń postaci.
- Gonić ich! – krzyknął i sam zaczął biec.
Do
pościgu przyłączyło się kilkoro szamanów, którzy utworzyli kontrole ducha i
zaczęli strzelać strumieniami foryoku w zakapturzonych nieznajomych. Nie udało
im się co prawda trafić, ale znacznie zmniejszyli odległość dziejącą ich od
uciekinierów.
Asakurowie
biegli co sił w nogach, lecz osłabienie starszego z nich zaczęło dawać się we
znaki. Licząc, że uda im się zgubić pogoń w labiryncie wąskich uliczek,
skręcili w boczną dróżkę. Niestety, prowadziła ona tylko na niewielki placyk, z
trzech stron otoczony ścianami. Znaleźli się w pułapce. Władca płomieni słyszał
wyraźnie zbliżających się szamanów. Nie zważając już nawet na kaptur, który
osunął mu się z głowy, skupił całe swoje odzyskane foryoku na jednym celu.
Silva
wiedział już, że ich mają. Dwaj nieznajomi skręcili w niewłaściwą odnogę.
Wbiegł za nimi na mały placyk, spodziewając się ujrzeć ich stojących pod ścianą
lub przygotowujących się do walki. Zobaczył jednak tylko wielki płomień.
Jednemu z uciekinierów opadł kaptur. Odwrócił on głowę w ostatnim momencie,
ułamek sekundy później znikając zupełnie w ogniu. Członek rady stał oniemiały:
- Czy to możliwe…? Czy to był…?
♥♥♥
Gorący
gulasz wesoło bulgotał w garnuszku, roztaczając wokoło smakowity zapach. Ryu
już od pewnego czasu przyrządzał dla naszej gromadki potrawy ze wszystkich
stron świata. Tak się akurat złożyło, że tego wieczoru obrał sobie za cel
przygotowanie placków po węgiersku. Jedną ręką dosypywał do rondla przypraw, a
drugą przerzucał placki smażące się na patelni, aby się przypadkiem nie
przypaliły. Obok niego, zgodnie z otrzymaną zawczasu instrukcją, Tamao i Pirika
kroiły warzywa na sałatkę, wesoło gawędząc o najróżniejszych sprawach. Po
kuchni krzątał się też Horo, zaprzęgnięty przez siostrzyczkę do ugotowania
wiśniowego kompotu. Anna i Manta wybrali się na zakupy.
Pozostała
część naszej gromadki, to jest Ren, Choco, Faust oraz Jun, siedziała w
pomieszczeniu służącym za jadalnię.
Dziewczyna nakrywała do stołu, nekromanta w asyście Elizy, przyrządzał
maść na użądlenia (przedzieranie się przez zarośla nie było najlepszym pomysłem
xD), komik lamentował mówiąc, że od użądlenia przez pszczołę na pewno odpadnie
mu noga, a fioletowowłosy za wszelką cenę starał się go uciszyć.
Wtem,
te ważne czynności przerwał dzwonek do drzwi. Do wielce odpowiedzialnego
zadania, polegającego na zobaczeniu, kto tam się do nich dobija, został
wydelegowany Tao. Z niezbyt zadowoloną miną podszedł do wejścia i nacisnął
klamkę. Zobaczył dwoje staruszków: kobietę w czarnych, okrągłych okularach oraz
mężczyznę, który patrzył na niego jakimś dziwnym, przeszywającym wzrokiem.
- Yyy.. Dzień dobry… - zaczął nieco zaskoczony Ren.
– W czym mogę pomóc?
- Jesteśmy Kino i Yohmei Asakura. Jest tu może Yoh?
- Wyszedł na trening – oznajmił Chińczyk.
- Możemy wejść? – spytał staruszek.
- Proszę..? Ach tak! Oczywiście, proszę...
Wpuścił
gości do środka i zaprowadził ich do jadalni.
- Mistrzu Yohmei! Pani Kino! Co was tu sprowadza? –
pierwsza odezwała się Tamao, która akurat wnosiła do pomieszczenia półmisek z
gulaszem.
Dziadek
Asakura zwrócił się do chłopaków.
- Kino miała wizję. Obawiam się, że nie mamy wiele
czasu. Skoro Yoh tutaj nie ma, może to oznaczać… - zaczął wyjaśniać, lecz
przerwała mu żona.
- Potrzeba nam silnego wojownika. Może jeszcze nie
jest za późno…
♥♥♥
Pojawili
się na jednym ze wzgórz otaczających Patch. Hao, który do teleportacji zużył
prawie całe odzyskane foryoku, zachwiał się i, gdyby nie Yoh, zapewne upadłby
na ziemię. Z daleka przypominało to nieco ćwiczenie z zaufania xD
- Hao! – krzyknął zaniepokojony właściciel
pomarańczowych słuchawek.
- W porządku. Nic mi nie jest – odparł długowłosy
słabym głosem. Uwolnił się z uścisku brata i usiadł na ziemi, patrząc w stronę
wioski. Stąd, ludzie wydawali się być maleńcy, niczym mrówki. Jednak dobrze
wyćwiczony w dostrzeganiu niedostrzegalnego wzrok Hao, mimo zmęczenia pozwolił
rozróżnić wśród małych punkcików grupkę szamanów, nadal utrzymujących kontrolę
ducha i rozmawiającego z nimi Silvę.
Po
krótkiej chwili, wielbiciel cheeseburgerów przysiadł się do bliźniaka. Przez
jakiś czas obaj bez słowa wpatrywali się przed siebie, obserwując
przemieszczających się uliczkami ludzi oraz powoli kierujące się ku horyzontowi
Słońce.
- Dlaczego akurat to miejsce? – spytał zaciekawiony
Yoh.
- Dlaczego…? Sam nie wiem. Kiedyś często tu
przychodziłem, nieraz w towarzystwie Opacho. Wybrałem to, jako miejsce
ucieczki… Możliwe, dlatego że sam tak jakby tu uciekałem… Przed nienawidzącymi
mnie szamanami… przed niezrozumieniem… i chyba przed samym sobą…
- Hej! Nie zadręczaj mi się tu! – ofuknął go
żartobliwie młodszy Asakura i dał bratu przyjacielskiego kuksańca w bok.
- Nie pozwolisz mi na chwilę refleksji? – spytał
nieco urażony Hao.
- Nie – odparł na to jego bliźniak z wrednym
uśmieszkiem i pokazał bratu język.
Zaraz
potem obaj zaczęli czochrać sobie nawzajem czuprynki. Jednak tym razem na tym
się nie skończyło… Bardziej dla zabawy niż na serio, Asakurowie zaczęli się
mocować, turlając po ziemi (Co z tego, że Hao był osłabiony? Na dokuczanie
bratu zawsze znajdzie siły xD). Niestety, tak się pochłonęli tą czynnością, że
nie zauważyli, że nieco za bardzo zbliżyli się do krawędzi stromego zbocza…
Jeszcze jeden metr, a obaj lecieli już w dół na spotkanie z dnem kotliny, w
której znajdowało się Patch. Na szczęście, mniej więcej w połowie drogi między
szczytem wzniesienia, a ziemią, Yoh udało się utworzyć kontrolę ducha i
uratować ich obu przed niechybną śmiercią w wyniku zderzenia z twardym gruntem.
Po
jakiejś minucie, w trakcie której bliźniacy dochodzili do siebie, słuchawkowy
szaman wstał i podszedł do brata. O dziwo, ten miał na twarzy szeroki uśmiech i
wesoło zawołał:
- Zróbmy to jeszcze raz!
Właściciel
pomarańczowych słuchawek pokręcił głową z politowaniem. Zaraz potem przyklęknął
obok Hao i nałożył mu kaptur. Na oczy.
- Hej! – oburzył się długowłosy i również sięgnął
po osłaniającą głowę część płaszcza Yoh, by odpłacić braciszkowi pięknym za
nadobne.
Zapowiadała
się kolejna „walka”. Cóż… Jak widać dla tej dwójki taka błahostka jak
spadnięcie z 30 metrów nie robi wielkiej różnicy, jeśli chodzi o powkurzanie
brata xD
♥♥♥
- Teraz już wiecie, jaki mamy plan. Moim zdaniem to
jedyne wyjście – oznajmił Yohmei.
Młodzi
szamani pokiwali ze zrozumieniem głowami. To, co opowiedzieli im dziadkowie
Asakura brzmiało nieprawdopodobnie, jednakże… Jednakże nie można lekceważyć
takiej wizji. Zwłaszcza tak potężnej medium.
- Skoro Yoh nie ma, nie możemy czekać. Wiem, że
zadanie jest niebezpieczne, ale czuję, że w tej chwili mamy jeszcze szansę.
Jednak potrzebny nam silny wojownik.
Zapadła
absolutna cisza.
- Ja się zgłaszam – pewnym tonem powiedział Ren.
Kino spojrzała na niego, a następnie skupiła uwagę na swoich koralach, mówiąc
cicho:
- Duchy w ciemności, jeśli słyszycie mój głos…
♥♥♥
Ponownie
znaleźli się w jednej z bocznych uliczek Patch. Niestety, jak na złość ta część
wioski stanowiła dosłowny labirynt i bliźniacy już chyba czwarty raz znaleźli
się obok starej, nieco zniszczonej tablicy z reklamą płynu do płukania ust
(„Jakość zatwierdzona przez Goldvę”).
- To bez sensu! – zawołał Hao i zrezygnowany
przysiadł na stojącej pod ścianą skrzynce po mandarynkach.
Yoh
usadowił się obok niego. Miał chyba zamiar coś powiedzieć, ale przeszkodziło mu
burczenie dochodzące z jego żołądka.
- Głodny jestem. Zjadłbym cheeseburgera… -
rozmarzył się słuchawkowy szaman.
- Noo… Ja też…
- To może skoczę do Karima i przyniosę? –
zaproponował młodszy z braci ze zniewalającą szczerością ^^.
- Taa.. Najpierw musiałbyś tam trafić.
- To nic trudnego. Wystarczy iść tam – odparł
krótkowłosy i wskazał ręką na jedną z uliczek, na końcu której można było
dostrzec charakterystyczny szyld baru. – Myślałem, że wiesz gdzie jesteśmy i
krążysz tak specjalnie xD
Hao
zaliczył totalną glebę =.= Jego bliźniak, który najprawdopobniej miał z tego
niezły ubaw, wyszczerzył się wrednie. Jednak na widok żądzy mordu w oczach
ognistego szamana, ostrożnie wycofał się i począł zrzucać z siebie czarną
pelerynę. Po krótkiej chwili, spędzonej na mocowaniu się z niechętnym do
współpracy płaszczykiem, udało mu się w końcu uwolnić. Długowłosy z uśmiechem
patrzył na zmagania brata. To znaczy uśmiechał się dopóty, dopóki nie oberwał
ciemnym zawiniątkiem w twarz.
- To ja zaraz wracam! – zawołał Yoh i pobiegł w
kierunku głównej drogi.
Początkowo,
Hao chciał go zatrzymać, ale zdał sobie sprawę, że oprócz kulinarnych
korzyści^^, pojawienie się słuchawkowego u Karima, będzie mogło odwrócić nieco podejrzenia,
co do ich związku z pseudo-Haltem i pseudo-Gilanem. xD Oparł się, więc o ścianę
i obserwował ludzi, co jakiś czas pojawiających się w wąskim polu widzenia.
Jednak po pewnym czasie czynność ta nieco go znudziła i chłopak pogrążył się we
własnych myślach, zupełnie odrywając się od rzeczywistości.
- Aha! – dobiegł go nagle czyjś głos. – Mam cię!
„Silva!”. Członek rady stał w końcu
uliczki i niezbyt przyjaźnie spoglądał na odzianą w czerń postać. Hao, niewiele
myśląc, rzucił się do ucieczki. Niestety tym razem nie było mu tak łatwo.
Brakowało mu siły do szybkiego biegu, a Indianin był wypoczęty… W pewnym
momencie ognisty szaman wybiegł nieświadomie na sam środek głównej alei. I
wtedy dosięgnął go jeden z pocisków wystrzelonych przez totem-bazookę Silvy.
Długowłosy
upadł na ziemię, a z głowy spadł mu kaptur. Nie zważając już nawet na to, że
wzbudził swoim pojawieniem się ogromną sensację, ostatkiem sił wstał i zaczął
biec. Wtedy na drodze stanął mu Ren.
- No proszę… Kogo my tu mamy… - powiedział fioletowowłosy
jakimś dziwnym, nieswoim głosem.
Hao
nie wiedział, co robić. Za sobą miał rozjuszonego członka rady, a przed sobą
jednego z przyjaciół brata, w dodatku zachowującego się nader dziwnie… Wtem,
Chińczyk podniósł rękę i w kierunku Asakury poleciała wielka kula z foryoku,
która zepchnęła go aż pod ścianę jednego z domków. „Od kiedy to Ren tak potrafi?” – przeleciało przez myśl ognistemu
szamanowi. Nie miał jednak czasu się nad tym zastanawiać, gdyż odezwał się Tao:
- Cóż to Hao? Nie poznajesz mnie? – zapytał z
jakimś nietypowym uśmiechem. Widząc niezrozumienie na twarzy długowłosego,
dodał – Jestem tym, który cię pokonał ostatnim razem. Yohken Asakura!
Oczy
szatyna rozszerzyły się gwałtownie ze strachu. Skoro Ren został opętany przez
Yohkena, to nie ma już ratunku… Pozbawiony foryoku, przykuty do ściany, patrzył
jak Tao, a właściwie Yohken w ciele Chińczyka, podnosi guan-dao i wkładając w
to całą swoją moc, uderza. Zamknął oczy, gotów na spotkanie z własnym końcem.
I to tyle!
Tak Kasumi, jednak wypadła mi reszka xD
Nie zabijajcie mnie proszę! *chroni się za Willem* Bo kto napisze nowy rozdział za mnie..? *.*
A teraz coś z czego jestem dumna:
Dzięki Lenny_Lover! <3 (Z góry przepraszam za kiepską jakość skanów.. ;( I przypominam - kilknij aby powiększyć) :D Oto jak moja Moniczka wyobraża sobie moje czarne pelerynki ^^
I jeszcze kilka zwykłych obrazków ;D
![]() |
| Ten pasuje do dzisiejszego tematu xD |
![]() |
| Skoro tyle dzisiaj było Silvy, to nie mogłam go pominąć Xd |
Jeszcze tylko ankieta:
a) Członkowie rady (mam dośc sporo obrazków ^^)
b) Powiedz "SEER"!
c) Smutno, ale uroczo *.*
I to na tyle! Nie zabijecie mnie? xD
Bonne nuit! :*

















