Kilka słów o blogu + regulamin

Blog przedstawia moją wersję wydarzeń w anime Shaman King ("Król Szamanów") poczynając od trzeciej rundy.

Obecnie blog uznać można za zakończony. Oficjalne zakończenie ma miejsce w rozdziale 37. Pozostałe uznać można za dodatkowe. Nie mają one większego wpływu na fabułę.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silva. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silva. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 kwietnia 2013

36. Walkę czas zacząć


Dobry wieczór wszystkim ^^ Co u Was? Mam nadzieję, że zdrówko dopisuje i w ogóle jest okej :D Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie jakieś strasznie męczące, nie mogłam się ustatkować.. Ale nawał sprawdzianów minął, większość konkursów mam już za sobą, więc ogółem jest spoko :D
Po raz pierwszy od nie powiem jak dawna mogę stwierdzić, że jestem całkiem zadowolona z rozdziału ^^ Czekałam na niego od baardzo dawna.. Starałam się dać z siebie wszystko podczas pisania, jednak wiadomo, że mogłam popełnić jakieś błędy. Jak coś znajdziecie, to dajcie znać, ok? W końcu tego bloga piszę też po to, by się kształcić :)
Chciałabym zadedykować rozdział kilku osobom ^^
1. Po pierwsze Kasumi, za pomoc w podjęciu decyzji :)
2. Po drugie Neko, za to, że się tak dobrze dogadujemy ^^
3. Po trzecie Annie K. Liczę na to, że jednak dałaś radę wtedy zasnąć i nie miałaś przeze mnie koszmarów :D
Zanim przejdziemy do rozdziału, chcę tylko jeszcze powiedzieć, że dobrze się go czyta przy tym utworze :) W ogóle, to zastanawiam się czy nie dodać playera z muzyką na tym blogu... Co o tym myślicie?
Na końcu zamówione obrazki z Nichromem ^^ A w następnej notce zagości u nas Yohane Asakura. Yay! Dzięki za to zamówienie, uwielbiam go <3 Może nie do końca z tego powodu, co wszyscy, ale to nieważne :D Czekam na zamówienie na 38 rozdział :)

36. Walkę czas zacząć

Ciemność. Nieprzenikniona czerń. I żadnych szans na zmianę. Idziesz, nie wiedząc nawet dokąd. Nogi same cię prowadzą, chociaż… Czy w ogóle masz nogi? Czy w ogóle masz ciało? Czy w ogóle istniejesz? Nie czujesz go, nie czujesz niczego. Wszystko wokół jest ciemnością…
           Hao nie pamiętał nawet, kiedy wszedł do tunelu. Czy było to kilka minut temu? A może kilka lat? Nie wiedział, nie myślał o tym. Jego świadomość została wyłączona, tak samo zresztą jak podświadomość. Działał tylko ten jeden, szczególny zmysł szamana.
           Z początku nie działo się nic, jedynie ciemność pochłaniała chłopaka coraz bardziej. Jednak w pewnym momencie coś zaczęło się zmieniać. W jednym miejscu czerń poczęła się rozjaśniać, a następnie przybierać różne barwy. Te zaś z czasem układały się w postaci. Czy Hao je znał? Oczywiście, że tak. To był przecież Yoh… I ktoś jeszcze…
          
           Znajdowali się na jednym ze wzgórz otaczających Patch. Wyglądali na zadowolonych, śmiali się z tylko im znanego powodu.
- Wiesz, Aku – zaczął Yoh. – Jesteś moim najlepszym przyjacielem… Uwielbiam spędzać z tobą czas…
- Cieszę się, że tak mówisz – odpowiedział blondyn z lekko zawstydzonym uśmiechem. Jednak kiedy Asakura odwrócił się, na twarzy Onaji’ego pojawiło się tylko znużenie…

           Po chwili obraz zniknął. Jednak zanim Hao zdołał go sobie przemyśleć, pojawił się nowy.

           Yoh siedział sam pod jedną ze ścian kanionu, który Hao znał doskonale. Było to miejsce, gdzie jego brat poznał tajniki Księgi Szamanów.
           Słońce już dawno zaszło, wszyscy poza młodym Asakurą spali. Jednak on sam, nie potrafił. Po policzkach spływały mu łzy. Podkurczył bardziej kolana i objął je rękami. Żal było patrzeć na niego w tym stanie.
           W pewnej chwili do Yoh zbliżyła się Anna, której zmysł szamański podpowiedział, że coś jest nie tak, nakazując się obudzić.
- Yoh – szepnęła, siadając obok. – Co się dzieje?
           Z początku, chłopak tylko zwrócił na nią spojrzenie zaczerwienionych oczu. Potem jednak nieśmiało się do niej przytulił.
- Anno… Przez całe życie pragnąłem mieć brata… Kogoś, z kim mógłbym się pośmiać, powygłupiać… A kiedy już go zyskałem, okazuje się, że jest to zimny drań bez serca…

           I znowu obraz zaczął się zamazywać. W pamięci ognistego szamana odbił się tylko widok załamanego bliźniaka. Hao poczuł, jakby ktoś ciął jego serce sztyletem. Poczucie winy zaczęło niszczyć go od środka. Jednak wtedy, pojawiło się kolejne wydarzenie z przeszłości…

- A masz, ty głupi kundlu! – krzyknął jakiś nastolatek, uderzając dość grubą gałęzią w psa, który siedział obok z podkulonym ogonem i skamlał cicho. Kilku chłopaków obok niego tylko zaśmiało się.
           Jeden z nich podszedł do rosnącego obok drzewa wiśni i zerwał kwitnącą gałązkę, oskubując ją następnie z liści i różowych płatków. Podszedł do towarzysza i również zamachnął się na bezbronne zwierzę.
- Przestańcie! – krzyknęła jakaś dziewczynka, podbiegając. Chwyciła wandala za rękaw, próbując go zatrzymać. – Tego pieska to boli! I jeszcze niszczycie kwiaty!
- Odsuń się, mała – mruknął tylko nastolatek i dość brutalnie odepchnął dziecko od siebie. Pozostali zbliżyli się do niej, prawdopodobnie po to, by jeszcze bardziej jej przyłożyć.
- Hej! Zostawcie ją! – rozległ się dziecięcy głos, który wydał się Hao dziwnie znajomy. Zza drzew wyłonił się może sześcioletni Yoh z maleńkim, drewnianym mieczykiem w rączce.
           Trzej wandale tylko spojrzeli po sobie, po czym wybuchli głośnym śmiechem. Zostawili psa i dziewczynkę i całą grupą skierowali się w stronę Asakury. Chłopiec, mimo iż próbował się bronić, nie miał szans wobec starszych i większych od siebie przeciwników. Gdy nastolatkowie z nim skończyli, Yoh leżał półprzytomny na chodniku. Z rozbitego kolana i złamanego nosa lała się krew.
           Minęło kilka minut. Wszyscy się rozeszli, zostawiając malca własnemu losowi. Przeciwną stroną ulicy szła zaniepokojona długą nieobecnością syna Keiko. Gdy zobaczyła swoje dziecko, podbiegła do niego szybko. Wzięła rannego chłopczyka na ręce. Ten, widząc znajomą twarz szepnął tylko:
- Ludzie są źli…
           Zaraz potem stracił przytomność.

           Kolejny już raz obraz zniknął. Hao pogrążył się znów w nieprzeniknionej ciemności. Ledwo co widziane wydarzenia zupełnie namieszały mu w głowie. Nie potrafił jednak skupić się na jednej myśli dłużej niż kilka sekund, toteż pozostawał w swego rodzaju otępieniu. Przez chwilę myślał, że to koniec, jednak czekała go jeszcze jedna próba…   
           Tym razem nie zobaczył przed sobą żadnej sceny. Mimo to, do jego uszu docierały różne zdania, wypowiadane przez ludzi.

„Zetnijmy ten niepotrzebny las i wybudujmy fabrykę!”
„Martwisz się o jakieś gryzonie? Co tam, tysiąc łasic w tę czy we w tę…”
„Nie obchodzi mnie, co się stanie za sto lat! Ważne, że my zdobędziemy kolejne miliony!”
„Po co komu w ogóle natura? Komputery! To jest przyszłość!
„Dalej! Podjedź no tu tą maszyną! Zajmiemy się odpowiednio tymi krzaczorami!”
„Nienawidzę ludzi…”
          
           Ostatni głos, ognisty szaman rozpoznał doskonale. To był jego brat. Hao poczuł, że coś zaczyna w nim pękać, tak jakby dawno zasklepiona rana miało otworzyć się na nowo…

„Ludzie to zło… Należy ich zniszczyć…”

♥♥♥

           To jest jak powrót do najgorszego koszmaru… Znów ta wszechogarniająca czerń, pochłaniająca cię w sobie. Pożerająca wszystkie pozytywne myśli, odbierająca nadzieję na opuszczenie tego miejsca. Niby czujesz, że idziesz przed siebie, a jednocześnie masz wrażenie, że unosisz się w nicości, gdzie to ona nad tobą panuje. Wydaje ci się, że wiesz, co może cię tu spotkać, a zarazem obawiasz się każdego kolejnego kroku, każdego, nawet najcichszego dźwięku. Teraz to nawet światło przyprawiłoby cię o jeszcze większe przerażenie. Ciemność lubi się tobą bawić, lubi widzieć twój strach, a czasem dawać ci chwile względnego bezpieczeństwa, tylko po to, by zobaczyć ponownie twoje zwątpienie. Zawładnęła tobą, a ty nic na to nie poradzisz… Pozwalasz jej się prowadzić, chociaż ten szczególny szósty zmysł alarmuje cię, że to pułapka…
           Yoh, mimo, że już wcześniej znalazł się w podobnym miejscu, czuł się teraz tak, jakby wszedł tam po raz pierwszy. Nawet on, wiecznie wyluzowany i uśmiechnięty, czuł przytłaczające go ciemności. Mimo, że starał się ze wszystkich sił, jego myśli zdawały się rozpływać, znikać, a świadomość powoli zasypiać. Dziwne, nieokreślone dźwięki tylko jeszcze bardziej go przytłaczały. Ani się spostrzegł, jak tunel zupełnie przejął nad nim władzę.

- Synku, biegnij! Uciekaj stąd! On tu jest! – krzyknęła młoda kobieta do swojego kilkuletniego dziecka, wypychając je za drzwi do ogrodu.
- Ale mamusiu… Co  się dzieje? – spytał malec, nie znając powodu zdenerwowania matki.
- Nie czas teraz na to! Biegnij i ukryj się gdzieś, tylko szybko!
           Nie czekając już nawet, aż jej syn coś powie, pchnęła go na trawę i szybko zamknęła drzwi. Odwróciła się prędko i zobaczyła GO. Stał swobodnie na drugim końcu korytarza, przy jego nogach leżało zwęglone ciało jej małżonka.
- T-ty potworze! – krzyknęła zrozpaczona.
- Kogóż to próbowałaś przede mną ukryć? Jakiegoś dzieciaka, tak? Nie martw się, pozwól mu iść ze mną, a nic złego się mu nie stanie…
- Nigdy! – krzyknęła kobieta, jednak w tym momencie jej sprzeciw zamienił się we wrzask wywołany niewyobrażalnym bólem. A potem kobieta nie czuła już nic. Płomienie całkowicie ją pochłonęły.
           Hao przeszedł swobodnie nad jej szczątkami i jednym ruchem zmusił drzwi do otwarcia się. Wyszedł do ogrodu, gdzie za jednym z krzewów od razu dostrzegł przestraszonego chłopczyka.
- Chodź ze mną, a cię oszczędzę – powiedział krótko.
- C-co? Gdzie mama? – spytał malec, rozglądając się w poszukiwaniu znajomej twarzy.
- Mamy nie ma. Raczej do ciebie nie przyjdzie.
- Mamusiu… - dziecko zaczęło płakać.
           Ognisty szaman westchnął, zdając sobie sprawę, że donikąd go ta rozmowa nie zaprowadzi.
- Żegnaj, mały – rzucił tylko, po czym zniknął w płomieniach. Ogień trawił teraz suche liście niewielkiego krzaczka, a wraz z nimi zupełnie niewinnego chłopca…

           Yoh już od samego początku wiedział, że nie będzie go czekało nic przyjemnego. Jednak to… To było ponad jego siły. Gdyby nie to, że nie potrafił teraz pozbierać myśli, już dawno krzyczałby z bezsilności i bólu. Nie mógł patrzeć na takie okropieństwa. To było tak okrutne, bezwzględne…
           Wtem, pojawił się zupełnie nowy obraz. Kilkoro szamanów siedziało wokół palącego się, trzaskającego ogniska…

- Mistrzu, wyjaśnij proszę, dlaczego Yoh jest dla ciebie taki ważny – poprosił Opacho, spoglądając na Hao proszącym wzrokiem. Długowłosy spojrzał w stronę płomieni, jakby zbierając myśli. Oczywiście, nie dało się po nim poznać, czy waha się z odpowiedzią, czy tylko szuka odpowiednich słów. Twarz Asakury była niczym maska, prawdziwe uczucia skryte pod wiecznym spokojem. Tak jakby jej właściciel zawsze i wszędzie wiedział, co ma czynić.
- Yoh? Cóż, jak już ci kiedyś powiedziałem, to długa historia. Nie jest ważna przeszłość, tylko to, żeby on stał się silniejszy. Bo, mój mały Opacho, Yoh wkrótce do mnie dołączy. Z własnej woli lub nie…
- Co masz przez to na myśli, mistrzu? – zdziwił się Luchist, unosząc głowę znad swojej książki.
- Potrzebna mi jego dusza. Jeżeli dołączy do nas z własnej woli, przeżyje. Jak nie będzie chciał, będę musiał odebrać mu duszę siłą… Jednak do tego musi stać się silniejszy.
- Dlatego tak się o niego troszczysz…? – spytał z wyraźną niechęcią Basil.
- Tak, Yoh musi dotrzeć do Patch Village. Tylko tam zyska potrzebną siłę. Przedtem czeka go oczywiście nieco przystanków, jednakże prawdziwą moc zdobędzie dopiero tam.
- Czyli nie zależy ci na nim, a na jego duszy? – chciał się upewnić murzynek.
- Dokładnie tak… On sam nie stanowi dla mnie żadnej wartości.

           To zabolało. Mimo, że młody Asakura wiedział, że to wypowiedź sprzed kilku miesięcy, to i tak słowa brata były dla niego ciosem. Niestety, nawet gdyby mógł teraz się skupić i przemyśleć ledwo co usłyszaną wypowiedź, ból pozostawał. To okropne, kiedy odczuwasz ból, a nie możesz nic z tym zrobić, bo nie masz nad sobą kontroli. Tak, ten test jest wyjątkowo ciężki. A może… może to nie jest tylko test? Może Król Duchów pragnie mu coś przekazać?

           Ren ponownie próbował zaatakować Hao, jednak Duch Ognia bez problemu poradził sobie z osłoną. Na widowni rozległ się okrzyk zachwytu, kiedy w stronę Rena poleciał płomień w kształcie długiego ostrza. Chińczyk cofnął się, a broń rozpłynęła, nie robiąc mu żadnej krzywdy. Zdenerwowany wielbiciel mleka szepnął coś do siebie, po czym w jego rękach pojawiło się największe guan-dao w jego karierze. Zamachnął się na Hao, gotów do zadania ostatecznego ciosu.
           Ognisty szaman spojrzał na niego, po czym przybrał bardziej bojową postawę. Na ułamek sekundy przed ciosem, w jego oczach pojawiły się płomienie, a także jakiś nietypowy błysk… Podobny do tego, który towarzyszył mu jeszcze przed przemianą. Długowłosy uśmiechnął się w nieco złośliwy sposób, a następnie przyjął mocne uderzenie Rena.
           Walka skończyła się. Asakura z włosami postawionymi na sztorc i spaloną pelerynką wylądował spokojnie na ziemi. Po drugiej stronie stadionu leżał  nieprzytomny, ranny Ren…

           Wśród natłoku informacji, ciężko było Yoh dojść do jakiegoś logicznego wniosku. Dlaczego Król Duchów pokazuje mu coś takiego? Dlaczego Hao podczas tej walki był tak podobny do siebie sprzed kilku miesięcy…? Czy jest coś, o czym brat mu nie powiedział?

„Ludzie są złem tego świata… Należy ich wyplenić… Tylko szamani są w stanie uratować tę planetę…”

♥♥♥

           Nagłe, ostre światło oślepiło dwójkę szamanów wychodzących z tunelu. Osłaniając oczy dłońmi, powoli wyszli z ciemnej jaskini, która poddała ich tak wielu próbom. Obaj mieli okropny mętlik w głowie. Obaj czuli, że coś się zmieniło. W obu coś pękło.
           Spojrzeli po sobie, jednak żaden z nich nie uśmiechał się. Yoh, który liczył, że po wyjściu zobaczy pogodną twarz braciszka, bardzo się zdziwił. Przez jedną, krótką chwilę miał wrażenie, że stoi przed nim dawny Hao. Zaraz potem wrażenie zamieniło się w strach, kiedy długowłosy odezwał się:
- Yoh… Pomożesz mi stworzyć królestwo tylko dla szamanów?
           Młodszy z bliźniaków zaniemówił. Poczuł, że opada z sił.
- Hao… Co ty mówisz? Błagam, powiedz, że to nieprawda…
- Yoh, wiem co ludzie ci zrobili. Sam mówiłeś, że są źli, że ich nienawidzisz… Oni naprawdę zrujnują tę planetę!
           Wielbiciel cheeseburgerów nie odpowiedział. Jego oczy zaszkliły się. Opuścił głowę, po czym odwrócił się od brata i ruszył w stronę kamiennego kręgu, który znajdował się jakieś kilkaset metrów dalej.
           Zaskoczony Hao podbiegł do niego, jednak kiedy chciał dotknąć brata, coś odrzuciło go do tyłu.
-  Yoh! Dlaczego mi to robisz? Nie ufasz mi?!
           Krótkowłosy zatrzymał się i spojrzał w stronę bliźniaka.
- Ufam mojemu bratu. A ty nim nie jesteś.
           Teraz to Hao poczuł w oczach pieczenie. Łzy spłynęły mu po policzkach. Jednak Yoh już tego nie widział, szedł dalej w kierunku prastarej areny, na której stoczyć mieli finałową walkę. I co teraz? Mają walczyć? Mają się wzajemnie atakować, podnieść miecz na rodzonego brata, w dodatku bliźniaka? Najwyraźniej nie ma innego wyjścia… Skoro Yoh nie chce mu pomóc, będzie musiał go zwyciężyć.
           Kiedy Hao w końcu dotarł do kamiennego kręgu, mającego może jakieś trzydzieści metrów średnicy, zastał swojego brata siedzącego na jednym z mniejszych kamieni. Mówił on szeptem do Amidamaru, który unosił się obok w swojej ludzkiej formie. Ognisty szaman zasmucił się. Przecież wyraźnie słyszał, jak Yoh twierdził, że nienawidzi ludzi, że są źli…
           Wtem, uwaga obu braci została zwrócona w stronę megalitów, z których zaczął emanować jakiś dziwny blask. Zaledwie chwilę później, cały krąg został zamknięty dziwnym, pomarańczowożółtym polem energii, przypominającym nieco ścianę, która odgradzała ich od siebie w trakcie podróży.
- Bracia Asakura – rozległ się znajomy już bliźniakom głos. – Dotarliście aż tutaj, by stoczyć finałową walkę. Jej zwycięzca zostanie Królem Szamanów i otrzyma moc Króla Duchów. Będzie to pojedynek na śmierć i życie. Tylko jeden z was może opuścić to miejsce żywy, jako Król. Ciało drugiego spocznie tu, na prastarym cmentarzysku.
           Hao i Yoh byli zupełnie zszokowani. Z niedowierzaniem spoglądali to na siebie, to na ptasiego wysłannika Króla Duchów, który siedział na jednym z menhirów. Do tej pory zdawali sobie sprawę z tego, że muszą walczyć, jednak nigdy przez myśl nie przeszło im, że będą musieli pozbawić tego drugiego życia…
- Czas rozpocząć walkę i niechaj przeżyje najlepszy!


A teraz obrazki z Nichromem ^^ Trochę się ich nazbierało, bo wstawiłam również kilka grupowych z Patch Tribe :) Jak zwykle - kliknij, aby powiększyć:

http://x0stardust0x.blog.fc2.com/blog-entry-38.html






http://5rex.blog.fc2.com/page-21.html





http://patchfans.deviantart.com/art/Nichrom-patch-7989249?q=favby%3Apatchfans%2F31935083&qo=4


http://asknichrom.deviantart.com/?offset=30










http://spiess62.deviantart.com/art/Nichrome-127037012?q=favby%3Aspiess62%2F4725169&qo=7

http://www48.tok2.com/home/wheeloffortune/indexira.niku.html

http://www.pixiv.net/member_illust.php?mode=medium&illust_id=3871638


I to tyle, mam nadzieję, że mnie nie zabijecie! Do następnej notki :D

czwartek, 14 marca 2013

Spis Blogów!

Siemka, z góry przepraszam, ale tym razem to nie jest ani rozdział, ani notka :(
Chciałabym w imieniu swoim i całej ekipy poinformować o otwarciu Spisu Blogów SK ^^ 



Mam nadzieję, że wszyscy zaangażujecie się w spis, aby nowi szamani nie mieli już teraz kłopotów z odnajdywaniem opowiadań o naszym ukochanym anime :)

Ach, i jeśli byście mogli.. *słodkie oczka* Zanim zaczniecie zadawać tryliardy pytań, zapoznajcie się z regulaminem, dobzie? 
A żeby nie było tak nudno, to dodam kilka obrazków :D 
Przypominam, kliknij, by powiększyć ^^







Za ten obrazek wielkie podziękowania dla Spokoyoh <3 Wszystkie te heteliowo-szamańskie obrazki są nieziemskie, kochana! :D


Do zobaczenia w spisie :D

sobota, 24 listopada 2012

22. Rodzinne porachunki.


Ohayo ^^
Tak wiem, wiem wiem... GOMEN że tak późno... Po 6 olimpiadach po prostu padam, zwłaszcza, że czasem uczyłam się całymi dniami... =.= Ale się opłacało, bo przeszłam do powiatu z angielskiego, polskiego i geografii ^^ <zaciesz>
Obiecuję, że postaram się pisać teraz częściej. Wreszcie mam więcej wolnego czasu :D
Ale nie zanudzam :) Załóżmy też, że zegarek Yohao zepsuł się i nadal pokazuje 23:59... czyli piątek ^^
Jen, co do Twojego komentarza to powiem tak - wiem, że jest dużo blogów, gdzie wyróżnia się Hao. Na moim, jak sama nazwa wskazuje, królują ASAKURA TWINS ^^ Więc braciszków będzie mniej więcej po równo :D
Ach, i dziękuję Raionowi i Mii za nominację do Liebster Award. Jak będę miała więcej czasu to odpowiem na Wasze pytania ^^
Dedyk dla osób, które dopytywały z niecierpliwością o rozdział ^^


22. Rodzinne porachunki

Yohmei siedział jak sparaliżowany i w totalnym szoku wpatrywał się w swojego wnuka, który wyglądał (delikatnie mówiąc) na mocno rozwścieczonego.
- Mistrzu Yoh! – zawołał Ryu, z nazbyt pasującym do sytuacji optymizmem. Słuchawkowy jednak zupełnie go zignorował.
- O czym ty mówisz mój wnuku…? – zawołał niezadowolony dziadek Asakura.
- Mówię, że nikt nie skrzywdzi mojego brata, bo ja do tego nie dopuszczę – odpowiedział powoli szatyn, z naciskiem na każde słowo.
- Czy to jakieś sztuczki Hao?! – zdenerwował się Silva. Jednak wzrok wielbiciela cheeseburgerów pozostawał nieugięty.
- Otrząśnij się Yoh! – krzyknął Yohmei, wstając.
            Dwaj Asakurowie mierzyli się wściekłym spojrzeniem, ich twarze dzieliły zaledwie centymetry. Chyba jeszcze nikt nie widział ich nigdy w takim stanie.
            W tym momencie do pokoju weszła, jak zwykle nieco zawstydzona, Tamao. Przestraszyła się na widok dwóch wpatrzonych w siebie z gniewem postaci. Zaskoczyło ją to tym bardziej, że były to osoby zwykle bardzo opanowane… Wzięła jednak głęboki oddech i powiedziała:
- Z-zdaje się, że H-Hao s-się b-budzi…
            To wystarczyło, by oderwać od siebie skłóconą dwójkę. Obaj odwrócili głowy w stronę różowowłosej, spojrzeli jeszcze raz po sobie i rzucili się do drzwi, potrącając przy okazji zdezorientowaną Tammamurę. Yohmei pobiegł w prawo. Wnuk ruszył tuż za nim.
            Wpadli do pokoju w tym samym czasie. Na łóżku (czyli tatami ^^) leżał Hao, jednak poruszał się niespokojnie, jakby śnił mu się zły sen. Obok niego stała Anna. Zapewne to ona wysłała Tamao z wiadomością. Yoh natychmiast znalazł się przy bracie. Dziadek pozostał w drzwiach.
- Yoh… Nie… nie zostawiaj mnie… - szepnął przez sen ognisty szaman. Słuchawkowy chwycił go za rękę.
- Nie zostawię. Nigdy.
            Nie wiadomo, czy na skutek uścisku, czy też znajomego głosu, władca płomieni otworzył oczy. Pierwszą rzeczą, którą zobaczył była oczywiście uśmiechnięta mordka braciszka ^^.
- Ty żyjesz! – zawołał i ze szczęścia rzucił się bliźniakowi na szyję. Yoh przytulił go mocno. Obu przepełniała niewysłowiona radość. Ale czemu tu się dziwić? Przecież o mało co, a straciliby się na zawsze.
            Wtem, tuż nad głową Hao pojawił się niewielki niebieski duszek z listkiem w środku. Niezbyt zachwycony tym towarzystwem ognisty szaman, rzucił w kierunku intruza szybkie spojrzenie, a następnie pstryknął palcami i zamienił drobne stworzonko w kupkę popiołu. Jednak na jednym się nie skończyło. Wrednych duszków przybywało. Wszystkie zgromadziły się pod sufitem, prawdopodobnie po to, by zaatakować całą chmarą. Przeczuwając, co może się zaraz wydarzyć, długowłosy przygotował się do obrony. Z radością stwierdził, że większość foryoku już odzyskał. Sam nie wiedział, jak to możliwe, że nastąpiło to tak szybko. Jednak nie był to odpowiedni czas ani miejsce do takich rozmyślań. Niebieskie stworzonka ruszyły do ataku. Starszy z bliźniaków miał je właśnie podpalić, gdy tuż przed nim pojawiły się dwa znane mu dobrze shikigami.
- Panie Asakura. Przepraszam bardzo, że się wtrącam, ale to już przekracza granice!
- Anna? – spytali wszyscy trzej obecni w pokoju członkowie rodu.
- Yoh! Sądzę, że najwyższy czas, abyście wszystko wyjaśnili. Za dużo tu tych tajemnic!
            Wszyscy patrzyli na blondynkę w zupełnym szoku. Rzadko zdarzało się, by dziewczyna uniosła się na kogoś takiego jak Yohmei.
- Zarządzam zebranie specjalne! – krzyknęła Kyoyama. – Wszyscy do pokoju dziennego!
            Trudno było takiego rozkazu nie posłuchać, toteż zaledwie kilka minut później, cała gromadka łącznie z Silvą, członkami rodziny Asakura oraz byłymi X-laws (których sprowadzenia podjęli się Horo i Choco), wszyscy znaleźli się w największym pomieszczeniu niewielkiego domku.
            Usiedli dookoła niewielkiego stolika. A ponieważ NWG łącznie z gośćmi to całkiem spory tłum, pozajmowali najróżniejsze siedziska. Dorośli objęli w posiadanie kanapy i fotele, natomiast młodzież okupowała podłogę. Dziewczęta dodatkowo otrzymały taryfę ulgową w postaci poduszek ^^. Bliźniakom przypadło zaś miejsce na macie tatami, dokładnie naprzeciwko dziadków. Zapadła niezręczna cisza. Wszyscy zdawali się unikać swojego wzroku. I nagle okazało się, że ściany, stolik, sufit oraz własne paznokcie czy buty, mogą stanowić niezmiernie ciekawy obiekt obserwacji… Wreszcie odezwał się Yoh:
- Yyy… Tak więc… Zapewne jesteście nieco zdziwieni, że…
- Nie. Nie jesteśmy zdziwieni. Znamy przepowiednię. To Hao…
- DAJCIE MI SKOŃCZYĆ! To jest wasza wersja! – zdenerwował się słuchawkowy. Zachowanie Yohmeia zaczynało go już poważnie wkurzać. – Dajcie nam opowiedzieć naszą!
            Ciszę, która po tym nastąpiła, można by kroić nożem. Oczy wszystkich wlepione były w braci Asakura.
- Tak więc… Zaczęło się od naszej turniejowej walki…

♥♥♥
               
            Nikt już nie odważył się przerywać opowieści. Większość czasu mówił Yoh, a tylko od czasu do czasu odzywał się nieco onieśmielony Hao. Zdarzało się też, że historię uzupełniali John i Meene, którzy dbali, by ognisty szaman przypadkiem nie próbował umniejszyć swoich zasług. Przyjaciele wsłuchiwali się w ich słowa z uwagą. Wręcz wstrzymali oddech, gdy Denbat z żalem opowiadał o torturach, jakich doświadczył Hao. Sam władca ognia był w takich momentach wyraźnie zmieszany. Kto by pomyślał, że to „zło wcielone” może być aż tak wstydliwe…?
- Jej… Stary… Dzięki – odezwał się Horo, po tym jak słuchawkowy wyjaśnił jaką umowę Hao zawarł z X-laws.
- Poświęciłeś się dla nas, mimo że tak okropnie cię potraktowaliśmy… - dodał Choco.
- Ehh… - długowłosy machnął ręką. – Nie ma tu za co przepraszać.. Ja też zachowywałem się nie tak jak trzeba… Przepraszam was… Za wszystko.
- Spoko – wzruszył ramionami niebieskowłosy.
- To teraz zamiast jednego mistrza mamy dwóch! – ucieszył się Ryu i, jak to na niego przystało, zamknął obu Asakurów w niedźwiedzim uścisku.
- Ryu…to…bardzo miłe…że…zaakceptowałeś…Hao…ale…mógłbyś…łaskawie go…nie….udusić…? – wydyszał Yoh, z trudem łapiąc oddech.
            Motocyklista uśmiechnął się przepraszająco i wypuścił lekko czerwonych z braku powietrza bliźniaków. Cała NWG wybuchła śmiechem. Jedynymi osobami, które zdawały się nie podzielać ogólnej radości byli Silva, Yohmei, Kino i Mikihisa (załóżmy, że Horo i Choco spotkali go po drodze…xD). Jednakże tem ostatni zdawał się zupełnie zdezorientowany.
- Głupie dzieciaki… - westchnął dziadek zwracając się do żony. – Jak mogą mu ufać?!
- Wiesz, że Hao ma swoje sposoby, aby zjednywać sobie popleczników…
- A ty, co o tym sądzisz Mikihiso? – zapytał Silva, który usłyszał krótką rozmowę staruszków.
- Hao uratował życie Yoh, a także jego przyjaciół. Niezależnie jakie były jego intencje, mamy u niego dług wdzięczności. Myślę też, że gdyby się nie zmienił, nie poświęciłby swojego życia aby ich uwolnić. No i już nie chce zabić wszystkich ludzi…
- To znaczy, że…?
- Tak Silvo. Uważam, że możemy zaufać Hao.
            Ostatnie zdanie wypowiedziane przez mężczyznę z maską, dotarło też do bliźniaków. Bracia wyrwali się roześmianej gromadce i powoli podeszli do siedzących wciąż dorosłych. Zatrzymali się jakieś półtora metra od kanapy. Yoh spojrzał niepewnie na brata. Oginsty szaman przymknął oczy, wziął głęboki oddech, by następnie zrobić kilka kroków do przodu. Stał teraz dokładnie przed Mikihisą. Cała czwórka dorosłych zwróciła wzrok na niego. Długowłosy zaś, pochylił głowę i nie patrząc na nich cicho powiedział:
- Jeszcze raz ogromnie chciałbym przeprosić. Przysporzyłem rodowi Asakurów wiele bólu i kłopotów. Strasznie żałuję tego co zrobiłem rodzinie, a także radzie szamanów – dodał zwracając się do Silvy. – Jeżeli chcecie bym odszedł z turnieju, zrobię to. Nie zależy mi już na królestwie szamanów.
            Przez chwilę panowała cisza. Seniorzy rodu siedzieli z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a Mikihisa i Silva wyglądali na zdumionych (znaczy się Miki zapewne by tak wyglądał gdyby nie maska… xD)
- Nie musisz odchodzić z turnieju. Nadal jesteś jego uczestnikiem. A gdyby członkowie rady… chcieli cię usunąć… to… wiedz… że masz moje wsparcie – końcówkę Indianin wypowiedział jednym tchem.
            Zaskoczony Hao podniósł wzrok na Silvę. Nie spodziewał się usłyszeć od niego takich słów. Zwłaszcza, że… Ach, zresztą nieważne…
- Dziękuję.
            Uśmiechnął się do bruteta, a następnie odwrócił bardziej w stronę członków rodziny.
- Państwo Asakura… Wiem, że nie postępowałem słusznie i przyniosłem rodowi tylko wstyd. Przepraszam...
- Dlaczego mówisz per pan? Jesteśmy rodziną – Mikihisa wstał i położył rękę na ramieniu starszego z braci. Chłopak spojrzał w stronę twarzy ukrytej pod maską.
- …? Tato…? – wyszeptał wzruszony.
            Ojciec bliźniaków, który po raz pierwszy usłyszał takie określenie od starszego syna, również nie potrafił ukryć wzruszenia. Przytulił mocno do siebie Hao, szczęśliwy, że po tylu latach wreszcie odzyskał utracone dziecko. Po chwili do tej dwójki dołączył się też Yoh. Uroczą rodzinną scenkę przerwał niestety pewne niebieskie latające stworzonko.
- Znowu ty? =.= - pojawienie się duszka z pewnością nie ucieszyło władcy płomieni. Toteż chwilę później w powietrzu pojawił się ogienek, który zamienił intruza w garstkę pyłu.
            Niestety czar chwili prysł. Długowłosy uwolnił się z uścisku i skierował w stroną dziadków. Chyba chciał coś powiedzieć, lecz Yohmei nie dał mu dojść do słowa.
- Dużo błędów. Naszych i cudzych. Popełniłeś je ty, ale my również. Coś mie się wydaje, że tamta chwilowa słabość przy waszych narodzinach, była najlepszą chwilą słabości w całym moim życiu. Dobrze, że nie potrafiłem zabić dziecka. To byłby największy błąd jaki bym popełnił. Przepraszam cię mój wnuku… Wybaczysz nam?
            Hao stał totalnie zszokowany. Już chyba prędzej spodziewałby się ujrzeć Goldvę w stroju rapera tańczącą „Macarenę” niż przepraszającego go dziadka. Pochylił się nieco, by spojrzeć na dwójkę seniorów rodu.
- Nie ma sprawy – uśmiechnął się chłopak, a wyraz jego twarzy wyglądał niemalże identycznie jak Yohsia.
            Zaraz potem Hao oberwał laską.
- Wyprostuj się! Nie będziesz mi się tu garbił! – ofuknęła go Kino.

I to by było wszystko. Wiem, że nudno, ale jak to ujęła pewna osóbka "Rozdziały przejściowe też są potrzebne" :D
Mam nadzieję, że nie zamkniecie mnie w studni :)
I teraz jeszcze obrazki z... CZŁONKAMI RADY SZAMANÓW :D







 Tak dla informacji: ten tutaj ^ z mikrofonem to Radim, czyli właściciel sklepu z serem po 16$ xD

Ankieta? 
Nie chce mi się xD
Piszcie własne propozycje w komentarzach ^^

Do zobaczenia :*