Kilka słów o blogu + regulamin

Blog przedstawia moją wersję wydarzeń w anime Shaman King ("Król Szamanów") poczynając od trzeciej rundy.

Obecnie blog uznać można za zakończony. Oficjalne zakończenie ma miejsce w rozdziale 37. Pozostałe uznać można za dodatkowe. Nie mają one większego wpływu na fabułę.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

35. Wyjątkowo pechowy spacerek...


Yyy... Cześć? Pamięta mnie ktoś jeszcze?
Nie wiem, co powiedzieć.. To była najdłuższa przerwa w mojej karierze -.- Rozdział pisało mi się fatalnie.. Brakowało mi weny, motywacji i czasu.. Jak nie zadania domowe, to przygotowania do konkursu ze Zwiadowców (W którym, tak na marginesie zajęłam całkiem niezłe miejsce :D Warto było!).. Ogółem, miałam sporo na głowie.. Mam nadzieję jednak, że mnie nie zlinczujecie..
Dobra, głowa mnie boli, spać mi się chce.. Nie będę się rozpisywać :) Dedykacja dla... wielbicieli wiewiórek, gołębi i skowronków, bo.. to fajne stworzenia :D
Na koniec obrazki z Renem, a w rozdziale 36 spodziewajcie się Nichroma (nazbierałam na tę okazję dość dużo obrazków ^^) Czekam na zamówienia odnośnie 37 :)

35. Wyjątkowo pechowy spacerek...

- Ile tu jeszcze będzie tego paskudztwa?!
- Hao! Uważaj, za tobą! – krzyknął Yoh ze strachem w oczach, pokazując palcem na stworzenia latające koło prawego ucha długowłosego.
- To nie jest śmieszne – odparł Hao, podpalając kolejną setkę komarów, które jak na złość musiały się go uczepić. Oczywiście braciszek miał z tego niezły ubaw.
- Moim zdaniem jest – wyszczerzył się krótkowłosy.
- Jak to możliwe, że po mojej stronie jest jakaś setka jezior i jedno wielkie bagno, a ty sobie spokojnie idziesz po lesie?
           Młodszy z bliźniaków tylko wzruszył ramionami i rozejrzał się.
           Od kilkunastu godzin szli wzdłuż oddzielającej ich od siebie poświaty. Jak do tej pory, Hao miał wyjątkowego pecha. Zaczęło się od ataku wściekłego szopa, a skończyło na brodzeniu po kolana w błocie z armią krwiożerczych komarów dookoła. Yoh zaś cały czas szedł sobie spacerkiem po lesie, raz po raz natykając się na krzaki malin czy jagód. Jedynymi zwierzętami, jakie do tej pory spotkał na swojej trasie, były dwie wiewiórki, przyglądające się mu z zainteresowaniem z drzewa oraz kilka skowronków, umilających mu podróż swoim śpiewem.
- Wiesz, powinieneś zacząć dostrzegać przyjemniejsze aspekty… Przynajmniej nie pada deszcz…
           Wtedy, jak na zawołanie, część nieba nad głową Hao pokryła się ciemnymi chmurami. Silny wiatr zwiał nieostrożne komary, ku lekkiej uldze długowłosego. Zadowolenie to nie trwało jednak długo, gdyż zaraz potem zaczął padać deszcz tak ulewny, jakby ktoś co chwila wylewał na jego głowę wiadra zimnej wody.
           Ognisty szaman wycelował palec w brata, który przyglądał mu się z głupkowatą miną.
- Powiedz jedno słowo, a… - zaczął, jednak dokończenie uniemożliwił mu pewien odruch bezwarunkowy. - Aaaa… Psik!
- Na zdrowie!
           Władca płomieni mruknął tylko w odpowiedzi i szepnął coś do unoszącego się nad jego głową Ducha Ognia (oczywiście w formie zielonookiego płomyczka ^^). Stworzonko zamrugało tylko w odpowiedzi. W tym momencie w miejscu deszczu zaczęło pojawiać się coraz więcej pary, zmieniając otoczenie Hao w coś w rodzaju niezbyt ciepłej sauny parowej. Chłopak uśmiechnął się z pewną satysfakcją do bliźniaka.
- Jesteś pewien, że to był dobry pomysł? – spytał po kilku krokach Yoh. Jego mina nie wróżyła niczego dobrego.
- Tak… A co?
- Nic… - odpowiedział niewinnie właściciel pomarańczowych słuchawek.
           Zachowanie wielbiciela cheeseburgerów niezbyt spodobało się ognistemu szamanowi. Czyżby o czymś zapomniał? Ledwo co o tym pomyślał, zapadł się po pas w błotnistej kałuży. Nie widział jej wcześniej, gdyż pole widzenia zostało bardzo zmniejszone przez białą mgłę.
           Hao spojrzał na uśmiechającego się brata.
- Nic już nie mów…

♥♥♥

           Tymczasem przed siedzibą rady zebrał się całkiem spory tłum ludzi, niezadowolonych z braku możliwości obserwowania finału. Nie po to w końcu zostawali w Patch tak długo, by czekać bezczynnie na wynik!
           Wśród nich znaleźli się także Manta oraz Faust. Właściwie to nekromanta nie wyglądał na zbyt przejętego całą sprawą. Był tu z prośby Silvy, któremu zależało na zapewnieniu opieki medycznej w razie ewentualnych zamieszek. Tak, przyznać trzeba, że sytuacja stała się naprawdę groźna…
- Pokażcie nam finał! – krzyczało kilka osób.
- Chcemy zobaczyć walkę! – wołały inne.
- Żądamy zwrotu pieniędzy! – wrzeszczał jakiś wysoki szaman, nie do końca wiadomo czemu.
- Jakich pieniędzy? – zdziwił się Manta. – Przecież nikt nie płacił nic za oglądanie finału…
- Jakich…? – mężczyzna ewidentnie się zmieszał. – W sumie… Nie wiem… Wkręciłem się – wzruszył ramionami i wrócił do nawoływania. Na wszelki wypadek, Manta wycofał się na bezpieczną odległość.
           On sam też bardzo chciał zobaczyć zmagania Hao i Yoh w finale. Mimo, że nie wyobrażał sobie, jak miałaby wyglądać ich walka. Bądź, co bądź, nie stanęli przeciw sobie w pojedynku od czasu pamiętnego dnia, kiedy X-laws zabrali ognistego szamana.
- Yyy… Przepraszam…! – odezwał się ktoś z tyłu, jednak nikt go nie słuchał.  
- To członkowie rady mogą sobie oglądać finał, a my mamy tu czekać bezczynnie!? – wrzasnął mężczyzna stojący bardziej z przodu.
- Nie! – odpowiedział tłum.
- Chodźcie ludzie! – zawołał znowu. – Zobaczymy finał na telewizorze rady!
- Tak! – zgodzili się z nim szamani, po czym cała grupa, licząca sobie jakieś kilkadziesiąt osób, ruszyła w stronę siedziby Patch Tribe.
           Manta nie wyobrażał sobie, jak cały ten tłum miałby zmieścić się przed tym niewielkim, wiecznie psującym się telewizorkiem. Po wymienieniu porozumiewawczego spojrzenia z Faustem, obaj ostrożnie poczęli się wycofywać.
           Widok tych wszystkich szamanów, próbujących się wcisnąć przez niewielkie drzwiczki był dość… interesujący. Oyamada zastanawiał się, jak muszą się czuć osoby przyciśnięte przypadkiem do chropowatej ściany…
- Przepraszam! – zawołał ktoś z tyłu, jednak ponownie nikt nie zwrócił na niego szczególnej uwagi. Tylko nekromanta zdał sobie sprawę, że jakiś metr za nimi stoi wystraszony całym zamieszaniem Tallim. Wyglądało na to, że był tam już od pewnego czasu.
- Coś się stało? – spytał beznamiętnym głosem Niemiec.
- Ja chciałem tylko powiedzieć, że telebim jest na arenie… I że nie trzeba się…
           Urwał, bo w tym momencie jedna z drewnianych kolumn, przytrzymujących daszek nad wejściem do budynku siedziby rady, złamała się, przez co na tłum spadła dość duża płachta materiału. Chwilę potem, z zawiasów wypadły drzwi. O okiennicach nie było już nawet sensu wspominać, gdyż dawno zniknęły pod nogami wściekłych szamanów. Nie minęła minuta, a na ziemię z brzękiem spadła też tabliczka informująca o przeznaczeniu budynku.
- …pchać… - szepnął Tallim ze strachem, oczami wyobraźni widząc już reakcję Goldvy.

♥♥♥

           Minęło kilka godzin i obaj bracia przeprawiali się teraz przez pustynie. Jednak, o ile w przypadku Hao była to gorąca, piaszczysta pustynia, o tyle Yoh trafiła się pustynia lodowa. Toteż na obecną chwilę każdy z nich marzył, by znaleźć się na miejscu tego drugiego.
- Z-zi-zim-mn-no… - szepnął sam do siebie właściciel pomarańczowych słuchawek, klepiąc się do ramionach, by pobudzić krążenie. Szczękały mu zęby, a każdy wydmuchany przezeń obłoczek pary, niemal natychmiast zamieniał się w lód.
- Za… ciepło… - westchnął tylko ognisty szaman, wycierając pot z czoła. Nie dość, że słońce go oślepiało, to jeszcze musiał uważać by nie stanąć przypadkiem na skorpiona. A pajęczaki te w tym wymiarze osiągały naprawdę sporą wielkość.
           Jednak pomimo gorąca, które tępiło wszystkie zmysły, Hao wciąż przeklinał w duchu tą paskudną ścianę, która nie pozwalała mu pomóc bratu. Przecież wystarczyłaby sama obecność Ducha Ognia, by Yoh zrobiło się cieplej… Przecież jak tak dalej pójdzie, to chłopak odmrozi sobie wszystkie kończyny! Hao tak bardzo chciał go teraz przytulić, pocieszyć, rozgrzać…
- Jak się trzymasz, Hao? – usłyszał nagle głos bliźniaka. Jego twarzyczkę, poza czerwonym nosem i policzkami, zdobił jak zawsze szeroki uśmiech. „Niesamowite…” - pomyślał długowłosy – „Jak on to robi, że zawsze zachowuje spokój i pogodę ducha…?”
- Jakoś leci… - odpowiedział. – Nawet mam nowego przyjaciela… - dodał, wskazując na nietypową, pustynną jaszczurkę, która przyczepiła mu się do pelerynki i jak na złość nie miała zamiaru zejść.
- A mi się trochę za gorąco zrobiło… Nie wiesz może czy gdzieś tu nie sprzedają klimatyzatorów? – Żart nie był może najwyższych lotów, ale mimo to sprawił, że Hao uśmiechnął się lekko.

♥♥♥

- Brr… Aż mi zimno jak na nich patrzę… - powiedziała Pirika, spoglądając na telebim. Nie zdając sobie nawet z tego sprawy, odruchowo pocierała dłońmi o ramiona, tak jakby chciała się rozgrzać.
- Patrząc na Hao, aż mam ochotę wskoczyć do basenu z lodem… - dodała Jun, siedząca tuż obok.
           Na trybunach zebrał się już całkiem spory tłum, który i tak w każdej chwili się powiększał. Ogromny ekran, który mógł mieć spokojnie dwadzieścia metrów kwadratowych powierzchni, podzielony był na dwie połowy. Po lewej stronie pokazywane były zmagania Hao, po prawej Yoh. Momentami, kiedy silniejszy powiew wiatru wzbijał śnieg lub piasek w powietrze, ciężko było odróżnić, który z Asakurów jest który.
- Jak to możliwe, że jeszcze nie zamarzł? Ja bym już dawno zamieniła się w kostkę lodu… - powiedziała panna Usui. W jej oczach widać było współczucie.
- Myślę, że pomogły treningi Anny… - uśmiechnął się Lyserg. – Skoro wytrzymał to, wytrzyma wszystko.
- A zdaje się panna Anabelle też nie pozwalała Hao się obijać – dodał John.
           Nagle, co najmniej połowa widowni wstrzymała oddech. Yoh w ułamku sekundy zapadł się pod ziemię. I to dosłownie. Wpadł do głębokiej dziury, wcześniej ukrytej pod grubą warstwą śniegu.
- Nie! – pisnęło kilkoro dziewcząt.
- Yoh! – wrzasnęli jak jeden mąż wszyscy przyjaciele Asakury.
           Hao również musiał usłyszeć krzyk brata, gdyż zatrzymał się i z przerażeniem spojrzał w stronę bliźniaka. Zawołał coś do niego, jednak wśród szumu i świstu wiatru, nie dało się rozróżnić słów. Widać było jednak, jak długowłosy usilnie stara się przedostać na drugą stronę „muru”. Niestety, ani podlatywanie bardzo wysoko, ani teleportacja nie dawały oczekujących rezultatów. Wściekły władca płomieni kopnął kamień, chcąc w ten sposób rozładować gniew. Jak na złość niewielka skałka okazała się cięższa niż na pierwszy rzut oka… Nie dość, że starszy z Asakurów dość boleśnie uderzył się w przód stopy (specjalnie na finał ubrał zwykłe adidasy), to jeszcze obudził wygrzewającą się w słońcu kobrę.
           Niezadowolony z pobudki wąż, skoczył do ataku. Hao ocaliła tylko szamańska zręczność, bo kły jadowe ominęły jego ramię o zaledwie kilka centymetrów. Zaraz po wykonaniu uniku, długowłosy odwrócił się. W ostatniej chwili, bo gad zaatakował ponownie. Na szczęście, Duch Ognia czuwał nad swoim szamanem. Gdy kobra wyskoczyła, czerwony potwór zamienił ją w garstkę popiołu.
           Hao, którego oddech gwałtownie przyspieszył podczas krótkiej walki, dopiero teraz odetchnął z ulgą. Zaraz zdał sobie jednak sprawę z niebezpieczeństwa, które groziło Yoh. Odwrócił się w stronę brata w momencie, gdy ten wystrzelił z dziury w lodzie niczym kaskader z armaty w cyrku. Właściciel pomarańczowych słuchawek trzymał w ręku wielkie podwójne medium. Jak widać, nie tylko nad Hao czuwa duch stróż…
- Wszystko gra?! – zapytał Hao, próbując przekrzyczeć odgłosy wiatru, kiedy tylko jego brat wylądował na ziemi.
- Nie! Zarysowały mi się słuchawki… - zapłakał Yoh.
           Szamani, którzy na widok atakującego węża wręcz wstrzymali oddech, teraz tylko westchnęli. Kilka osób dodatkowo przejechało dłonią po twarzy. Miłość młodszego Asakury do jego pomarańczowej ozdoby włosów, była znana w całym Patch.
- To wyglądało groźnie… - szepnęła Tamao. W jej oczach wciąż było widać lekki niepokój.
- Nie martw się o nich – uśmiechnął się do niej Lyserg. – Wiesz, jacy są… Prędzej bałbym się o Króla Duchów…

♥♥♥

           Tę noc bliźniacy spędzili na niewielkiej łączce. Mieli szczęście, że udało im się opuścić niegościnne obszary przed zapadnięciem zmroku.
           Wstali o świcie, po czym zjedli niewielkie śniadanie składające się z dziwnych, aczkolwiek bardzo smacznych różowych owoców, które rosły na krzaczkach dokoła. Miały słodki, momentami kwaskowaty smak, ale wystarczyło zjeść dwa, by być najedzonym. Nie do końca pewni, kiedy znów natrafią na coś równie pożywnego, bracia zabrali po kilka sztuk na zapas.
           Szli teraz już od jakichś dwóch godzin. Słońce nie świeciło zbyt mocno, a na niebie zebrało się trochę chmur. Bliźniaków otaczała też mgła, nieco zmniejszająca pole widzenia. Mimo to, było całkiem ciepło. Otoczenie nad wyraz podejrzane… Pomimo sielankowej atmosfery, żaden z Asakurów nie tracił koncentracji. Wiedzieli już, że nawet chwila nieuwagi może się skończyć tragicznie.
- Hej, Hao! – zawołał Yoh do brata, wskazując niewyraźny kształt przed nimi. – Widzisz to, co ja?
           Długowłosy przyłożył dłoń do czoła, by lepiej widzieć. Jakieś kilkaset metrów przed nimi znajdowała się jakby ciemnoszara skała. Jej nieco zamglony zarys, odcinał się znacząco od białego, pochmurnego nieba.
- Wygląda jak zarys jakiejś góry… - odparł ognisty szaman po chwili obserwacji.
- Chodź, zobaczymy! – zawołał wielbiciel cheeseburgerów i przyspieszył do truchtu.
           Chwilę potem, obaj znaleźli się przed wysoką na kilkanaście metrów ścianą z czarnej skały. Wyglądało to jak koniec trasy.
- Yyy… Co dalej?
- Nie mam pojęcia…
           Rozejrzeli się. Skała była zupełnie gładka, więc wspinaczka odpadała. Czyżby Król Duchów chciał, aby nad nią przelecieli? Ledwo co zadali sobie takie pytanie, jakby znikąd rozległ się głos:
- Bracia Asakura, przed wami przedostatnia próba. Skoro doszliście tutaj, oznacza to, że macie wystarczającą wytrzymałość fizyczną. Teraz sprawdzimy na ile jesteście wytrzymali psychicznie.
           W tym momencie, w ścianie pojawiły się dwa wejścia, po obu stronach świetlistego muru. Wyglądały zupełnie jak…
- Jak Yomi… - powiedział cicho Yoh, spoglądając na nowo powstałą jaskinię.
- Po drugiej stronie czeka na was prastara arena, gdzie stoczycie walkę. Powodzenia – zakończył tajemniczy osobnik.
           Bracia spojrzeli po sobie niepewnie. Yomi była przecież bardzo niebezpiecznym miejscem, gdzie zapominało się o wszystkim…
- To… Do zobaczenia po drugiej stronie… - zaczął Hao, po czym zbliżył się do prawie przezroczystej ściany i położył na niej dłoń. Yoh zrobił to samo z drugiej strony. Niby niepozorny gest, jednak obu dodał sił.
- Tak, na razie – uśmiechnął się krótkowłosy.
           Stali tak jeszcze przez minutę, po czym oddalili się i w tym samym momencie weszli do jaskini. To, co na nich czekało, okazało się być jednak dużo gorsze niż przypuszczali…

 Teraz obrazki z paniczem Tao :D
Uznałam, że tym razem pojawi się w towarzystwie siostrzyczki i.. kogoś jeszcze :D
http://www.pixiv.net/member_illust.php?mode=medium&illust_id=665198

http://bbznet.pukpik.com/scripts2/view.php?user=sktfcboard&board=3&id=10&c=1&order=numview



http://shaman-king-love.deviantart.com/art/Ryu-and-Len-colour-116739939?q=gallery%3Ashaman-king-love%2F26309629&qo=20

http://hao-hime.deviantart.com/art/Ren-191783690?q=gallery%3Ahao-hime%2F40350679&qo=7

http://www.zerochan.net/876398



 Przypominam jeszcze o działalności Spisu SK, gdzie jestem jedną z autorek :) Jeżeli posiadasz bloga o SK - czynnego lub zakończonego, zgłoś się do nas :D http://sk-spis.blogspot.com/
Przy okazji.. Co sądzicie o nowym wyglądzie bloga? :)

 Bay!

piątek, 11 stycznia 2013

28. Jego prawdziwe oblicze

Ohayo! 
Na początku chciałabym od razu przeprosić za karygodne spóźnienie... Jednak w zeszłą środę, a także w następny poniedziałek i środę była (i będzie) rejonowa olimpiada. Więc nauka, zmęczenie.. Wszystko się kumuluje. Ale mogę obiecać, że postaram się poprawić w ciągu ferii zimowych.. Szkoda tylko, że będą one dla mnie dopiero od 11.02..:(
Dobra, nie zanudzam. Co do notki... Jestem w miarę zadowolona z końcówki, ale początek... Szkoda gadać.. Jednak chciałabym zadedykować ten rozdział kilku osobom... Po pierwsze wszystkim, którzy mieli ochotę zająć się Aku... W ten dobry i nieco gorszy sposób ^^ A także osóbkom, z którymi piszę na gg. Nawet nie wiecie jak bardzo poprawia mi to humor :D
Gomen'nasai, że zapomniałam o ankiecie.. Dlatego też mam dla Was kilka obrazków z całą naszą gromadką. Mam nadzieję, że znajdziecie wśród nich swoje... zamównienia xD

28. Jego prawdziwe oblicze


Manta biegł najszybciej jak potrafił, co rusz omijając nieco zdziwionych szamanów. Nie oglądając się za siebie, robił wszystko, aby jak najprędzej przekazać wiadomość Hao. Obejrzał się za siebie, jednak nikogo nie zobaczył. Czy możliwe, że nikt go nie ściga? Niezależnie od tego, nie miał zamiaru zwolnić. Omijał zaskoczonych pieszych, czasem nawet przebiegając im między nogami.
Był już bardzo blisko domu, gdy nagle, tuż przed nim, jak spod ziemi wyrosła jasnowłosa Szwedka z drużyny „€2”. Miała w rękach całkiem sporą sieć, otoczoną nieco bladoniebieską mgiełką foryoku. Uśmiechnęła się z tryumfem i rzuciła na chłopaka trzymany w rękach przedmiot do masowego połowu ryb (dzięki Spokoyoh za poetycki synonim xD). A przynajmniej miała taki zamiar.
Niespodziewanie, tuż przy jej nogach przeleciała jakaś brązowo-kremowa postać. Ciężko było od razu określić coś więcej, gdyż prędkość sprawiła, że kolory zupełnie się ze sobą pomieszały. W każdym razie, w efekcie, sieć upadła sobie spokojnie na piasek, a Manta znajdował się teraz kilka metrów dalej, razem ze swoim wybawicielem.
- Hao! – zawołał jasnowłosy, gdy po kilku sekundach otrząsnął się z zaskoczenia. Asakura jednak nie odpowiedział mu, tylko wstał i z pewnym zainteresowaniem począł przyglądać się zszokowanej dziewczynie, która gapiła się na leżący u jej stóp przedmiot jak kosmita na kapustę.
         Na widok ognistego szamana, Agnes nieco się przeraziła. Jednak zanim długowłosy zdążył cokolwiek powiedzieć, puściła się pędem z powrotem w kierunku swojej drużyny. Władca płomieni patrzył przez chwilę na uciekającą Szwedkę, po czym odwrócił się do Manty.
- Dlaczego ona cię goniła? – spytał.
- Ja… Hao, jest bardzo źle! Aku… On pertraktuje z tymi „Euro”! Widziałem jak ze sobą rozmawiali! No i jeszcze jego strój! Przecież ma te same kolory, co ich mundury! – wypowiedział szybko Oyamada.
- Co!? – zdenerwował się szatyn, po czym na jego twarzy pojawił się lekki strach. – Muszę jak najszybciej powiedzieć o tym Yoh!
         Zaraz po tych słowach, odsunął się nieco od Manty i zniknął w płomieniach.

♥♥♥

         Yoh siedział sobie nad stawem i czekał na przyjaciela. Aku obiecał mu, że załatwi coś w mieście i zaraz wróci. Spoglądając na spokojną wodę jeziorka, słuchawkowy rozmyślał o ostatnich wydarzeniach. W ciągu zaledwie kilku dni, Onaji stał się jego najlepszym przyjacielem. Ufali sobie bezgranicznie, byli jak bracia… No właśnie, bracia… Hao ostatnio jakoś inaczej się zachowuje. Aku sam zwrócił na to uwagę młodego Asakury. Wyraźnie widać, że coś się zmieniło. Dlaczego ognisty szaman nie jest taki jak dawniej…?
         W tym momencie, dał się słyszeć szelest krzaków za plecami wielbiciela cheeseburgerów.
- Spóźniłeś się nieco, Aku – zaśmiał się Yoh, odwracając głowę. Jednak, ku jego zdumieniu, osobą, którą zobaczył wcale nie był Onaji. – H-Hao…? – zdziwił się.
- Yoh, musisz mnie posłuchać, to bardzo ważne – powiedział poważnym tonem długowłosy i podbiegł do siedzącego bliźniaka. – Chodzi o Aku… On… nie jest z tobą do końca szczery.
- Co ty mówisz? – zdziwił się słuchawkowy, jednak w jego głosie słychać było lekkie rozdrażnienie.
- Powiedział ci może, że współpracuje z drużyną „Euro”?
- C-co…?
- To, co słyszałeś.
         Krótkowłosy zaniemówił. Spoglądał na brata z nieobecnym wyrazem twarzy. Musiał przemyśleć to, czego się dowiedział. I może nawet wyciągnąłby z tego jakieś wnioski, gdyby nie nagłe pojawienie się blondwłosego klona Hao na polance.
- Cześć Yoh! – zawołał z uśmiechem właściciel czarnej pelerynki, jednak wesołość wyparowała z niego w chwili, gdy zobaczył władcę płomieni.
- Aku… Ja… - zaczął niepewnie słuchawkowy, jednak po krótkiej chwili spiął się w sobie i na jednym wdechu powiedział – Hao mówi, że współpracujesz z drużyną Euro. To prawda?
- Że co? – „zdziwił” się Onaji, a następnie roześmiał. – Co to za bzdury? Ja z nimi?
- Manta widział, jak rozmawiałeś z ich przywódcą – wypowiedział oskarżycielskim tonem ognisty szaman.
- Chyba coś mu się przewidziało. Przecież to bez sensu! Ja miałbym z nimi współpracować?
- Wiedziałem, że mnie nie oszukujesz – uśmiechnął się Yoh. To było dla starszego Asakury za dużo.
- Yoh?! Wierzysz temu zakłamanemu oszustowi, a nie własnemu bratu!?
         Jego bliźniak trochę się zawstydził. Popatrzył na stojących obok, niemal identycznych szamanów. Spojrzał na chwilę w oczy Hao, wypełnione wściekłością i lekką goryczą. Zaraz potem chwycił za rękę blondwłosego towarzysza i rzekł:
- Chodźmy stąd, Aku. Chyba nie jesteśmy tu mile widziani.
         Władca płomieni stał jak sparaliżowany i nieobecnym wzrokiem patrzył na oddalającego się brata. Po kilku minutach po jego policzku spłynęła samotna łza.

♥♥♥

         Minęły trzy dni. Yoh zupełnie odłączył się od naszej gromadki. Wracał do domu jeszcze później, a wychodził zaledwie po kilku godzinach krótkiego snu. Anna przeprowadziła z nim jedną rozmowę, jednak po niej nie odzywała się właściwie ani słowem. W domu panowała jakaś dziwna, nieprzyjemna atmosfera. Horo stracił apetyt, Ryu zaczął przypalać jedzenie, Choco nie rzucał już głupimi żartami i chyba nawet Renowi zbrzydło mleko. Ucichły rozmowy i przyjacielskie kłótnie. Wszyscy byli w kiepskim nastroju, mimo że o treści rozmowy z młodym Asakurą dowiedzieli się tylko Manta i Anna.
         Hao zupełnie oderwał się od rzeczywistości. Cały czas miał nieprzytomne spojrzenie, prawie nic nie jadł i właściwie cały czas spędzał sam. Nikt nie wiedział, jak do niego dotrzeć. Nawet Oyamada, który ostatnio naprawdę zaprzyjaźnił się z długowłosym, nie miał pojęcia, co robić. Zwłaszcza, że tego dnia miała się odbyć walka „Drużyny Gwiazdy” z „€1”…

♥♥♥

- Nie! Opacho! – krzyknął Manta, obserwując z trybun jak Fernando Banavidez przymierza się do ostatecznego ciosu. Murzynek dotychczas uciekał przed potężnymi atakami Hiszpana, jednak teraz został otoczony przez całą zgraję małych byków.
         Wiele widzów wręcz wstało ze swoich miejsc. Chyba wszyscy zgodzimy się, że torturowanie małego chłopczyka nie jest czymś, na co można patrzeć obojętnym wzrokiem. Matki-szamanki pozasłaniały swoim dzieciom oczy, nie chcąc, aby widziały tak drastyczną scenę. Kilkaset par oczu skierowanych było teraz na osobę wysokiego bruneta, trzymającego w rękach czerwoną płachtę.
- Opacho… - szepnął ze strachem Hao, obserwując nieuniknioną klęskę swojego małego przyjaciela. Wiedział już wcześniej, że Opacho przegra. Nie miał szans z dorosłym, dobrze wyszkolonym szamanem. Pytanie brzmiało tylko „Czy przeżyje?”.
         Fernando zbliżał się z wrednym uśmiechem do przerażonej owieczki. W pewnym momencie rzucił okiem w stronę ognistego szamana. Widząc strach na twarzy Asakury, poczuł w sobie pewien tryumf. Zrobi to raz, a dobrze. Uniósł wysoko rękę, w której zmaterializował się czarny miecz z rogami zamiast tradycyjnego jelca.
- Opacho! Poddaj się póki możesz! – krzyknął w pewnym momencie Luchist, za co Hao w głębi duszy dozgonnie mu podziękował.
         Malec popatrzył pytająco na swojego mistrza, a gdy władca płomieni lekko skinął mu głową, cicho powiedział:
- J-ja… Poddaję się…
         Banavidez w ostatniej chwili wstrzymał atak tak, że ostrze znajdowało się zaledwie kilka centymetrów od główki murzynka. Był, delikatnie mówiąc, niezadowolony. Popatrzył wściekle na stojących przy brzegu areny członków „Drużyny Gwiazdy”, do których zdążył już dołączyć zapłakany Opacho. Mogło się wydawać, że Fernando zaraz pobiegnie tam, aby, nie zważając na przepisy turnieju, dobić swojego małego rywala. Jednak, gdy Silva (A co mi tam xD Dawno facet nie miał nic do roboty ^^) oznajmił zwycięstwo „€1”, Hiszpan odpuścił. Wzruszył tylko ramionami i ruszył do czekających na niego Antonia i Björna. Niedługo jednak miał okazję „cieszyć się” towarzystwem blondyna, gdyż zaledwie chwilę później sędzia wywołał następnych szamanów do pojedynku.

♥♥♥

         Yoh siedział na trybunach razem z Aku i z przejęciem przyglądał się walce. Znaleźli sobie miejsca w najwyżej położonym rzędzie. Wszystkie siedzenia tam oraz nieco niżej, były wolne, co szczerze mówiąc mogło niektórych zdziwić, zwłaszcza biorąc pod uwagę świetną widoczność.
 Björn był bardzo silnym szamanem, jednak lata treningu u boku Hao sprawiały, że Luchist w niczym mu nie ustępował. Asakura oglądał niezwykle szybką wymianę ciosów. Cóż, tym razem Norweg nie trafił na łatwego przeciwnika.
- Myślisz, że uda mu się wygrać? – spytał szatyn.
- Gdyby mu się nie udało, „Drużyna Gwiazdy” odpadłaby z turnieju… - powiedział tylko blondyn, a na jego twarzy pojawił się przez krótką chwilę mściwy uśmiech. Słuchawkowy jednak tego nie zauważył, gdyż ani na moment nie przestawał obserwować pojedynku.
         Z każdą chwilą tempo ataków zwiększało się, jednak żaden z przeciwników nawet na sekundę nie zamierzał stracić panowania nad sobą. W pewnej chwili pastor przerwał grad strzałów, którymi dotychczas zasypywał wroga i w zamian za to utworzył wielką kontrolę ducha. Larsen, widząc przed sobą ogromną postać Lucifera, również postanowił wykorzystać nieco więcej foryoku. Po widowni aż przeszedł szum, gdy Björn stanął na ramieniu ogromnego wikinga, którego topór mógł mieć spokojnie kilkanaście metrów.
         Na chwilę wszystko ucichło. Przeciwnicy wpatrywali się w siebie bez mrugnięcia okiem. I nagle obaj zaatakowali. Po arenie rozszedł się przeraźliwy zgrzyt, gdy bronie obu duchów skrzyżowały się, blokując wzajemnie. Wszystko było już przesądzone – ten, który pierwszy opuści oręż lub popełni najmniejszy błąd, przegra. Używając całej swojej mocy, Luchist i Björn naparli na siebie. Przepychanka trwała już dość długo, a na twarzach obu szamanów pojawiły się kropelki potu. Żaden nie chciał ustępować, lecz w pewnym momencie… Trzask! Oślepiająco białe światło na kilka sekund oślepiło wszystkich widzów.
- Co tam się dzieje…? – spytał nieco wystraszony Yoh, zakrywając oczy dłonią, aby osłonić się przed blaskiem.
- Któryś z nich przegrał… - odparł Aku, który o dziwo w żaden sposób nie próbował się bronić przed utratą wzroku.
- Ktoś tam stoi – powiedział po chwili Asakura, gdy dało się już w miarę normalnie oglądać wydarzenia na arenie. – To… Luchist!
         Na te słowa, Onaji skrzywił się niezadowolony i burknął pod nosem coś, czego kulturalny szaman raczej by nie powiedział. Jednak i tym razem słuchawkowy nie zwrócił na to uwagi.
         Rzeczywiście, gdy światło zniknęło, dało się zobaczyć pastora stojącego na środku stadionu i leżącego tuż obok Norwega.
- Zwycięża Luchist Lasso z „Drużyny Gwiazdy” – oznajmił Silva, a identyczny komunikat pojawił się na ekranie. – W finałowej walce zmierzą się Hao Asakura i Antonio Pessimo!
         Na dźwięk imienia Hao, Yoh zasmucił się nieco. Każda myśl o bracie sprawiała mu ból. Dlaczego ognisty szaman tak chciał skłócić go z Aku…? Przecież niemożliwe, aby…
         Spojrzał na siedzącego obok blondyna. Ten odwzajemnił gest, po czym rzucił na moment okiem w stronę przygotowujących się do pojedynku szamanów i uśmiechnął się. Jednak coś było nie tak. To był przebiegły uśmiech.
- Królu Duchów… Co ja zrobiłem… - Zdążył tylko szepnąć ze strachem Yoh.

♥♥♥

         W tym samym momencie Hao i Antonio ustawili się na pozycjach. Kilka sekund później Silva krzyknął „Start!”. Władca płomieni nie miał zamiaru patyczkować się z przeciwnikiem i od razu utworzył w dłoni ognisty miecz. Jednak Pessimo nie ruszył się ani o milimetr. Nigdzie też nie było widać jego ducha stróża. Asakura, mimo iż z całego serca pragnął zwyciężyć Włocha, nie miał zamiaru atakować bezbronnego.
- Co jest, Hao? – zakpił brunet. – Boisz się mnie zaatakować?
- Nie masz nawet broni w ręce. A ja mam swój honor. Gdzie twój duch?
- Dobre pytanie… - przywódca grupy „Euro” uśmiechnął się tajemniczo. – Ale ja mam jeszcze lepsze. Gdzie jest twój braciszek…?
         To zupełnie zaskoczyło długowłosego. O co może chodzić? Antonio odwrócił głowę i spojrzał w górę trybun. Hao podążył za jego spojrzeniem. I nagle zamarł. Onaji trzymał Yoh i jedną ręką przykładał mu nóż do gardła.
- Hao Asakura, poznaj Aku. Jest moim duchem stróżem.

Wiem, wiem. Przerwałam w ciekawym momencie ;) Ale trzeba budować napięcie, prawda? ^^
Mam dla Was pewien bonus... Powiedzmy, że to alternatywna wersja pewnej sceny, która zrodziła się w mojej głowie i... troszkę namieszała... Chodzi konkretnie o scenę walki Bjorna i Luchista...
Na chwilę wszystko ucichło. Przeciwnicy wpatrywali się w siebie bez mrugnięcia okiem. I nagle... oba duchy niemal w tym samym momencie wysunęły swoje prawe ręce przed siebie.  Lucifer zacisnął swoje szpony w pięść, a wiking pokazał tylko wskazujący i środkowy palec.
- Kamień tępi nożyczki. Wygrałem - uśmiechnął się Luchist.

Wiem, scena jest co najmniej dziwna... Teraz obrazki






I to tyle :D Życzę miłego spędzenia ferii, niezależnie czy zaczynają się teraz czy dopiero za kilka tygodni :D
PS: Będę pracować w spisie blogów SK, który startuje mniej więcej w połowie lutego. Zainteresowani wstawieniem swojego bloga do spisu, będą już wkrótce mogli kontaktować się z wykonawcami ^^