Yyy... Cześć? Pamięta mnie ktoś jeszcze?
Nie wiem, co powiedzieć.. To była najdłuższa przerwa w mojej karierze -.- Rozdział pisało mi się fatalnie.. Brakowało mi weny, motywacji i czasu.. Jak nie zadania domowe, to przygotowania do konkursu ze Zwiadowców (W którym, tak na marginesie zajęłam całkiem niezłe miejsce :D Warto było!).. Ogółem, miałam sporo na głowie.. Mam nadzieję jednak, że mnie nie zlinczujecie..
Dobra, głowa mnie boli, spać mi się chce.. Nie będę się rozpisywać :) Dedykacja dla... wielbicieli wiewiórek, gołębi i skowronków, bo.. to fajne stworzenia :D
Na koniec obrazki z Renem, a w rozdziale 36 spodziewajcie się Nichroma (nazbierałam na tę okazję dość dużo obrazków ^^) Czekam na zamówienia odnośnie 37 :)
35. Wyjątkowo pechowy spacerek...
- Ile tu jeszcze będzie
tego paskudztwa?!
- Hao! Uważaj, za tobą!
– krzyknął Yoh ze strachem w oczach, pokazując palcem na stworzenia latające
koło prawego ucha długowłosego.
- To nie jest śmieszne
– odparł Hao, podpalając kolejną setkę komarów, które jak na złość musiały się
go uczepić. Oczywiście braciszek miał z tego niezły ubaw.
- Moim zdaniem jest – wyszczerzył
się krótkowłosy.
- Jak to możliwe, że po
mojej stronie jest jakaś setka jezior i jedno wielkie bagno, a ty sobie
spokojnie idziesz po lesie?
Młodszy z bliźniaków tylko wzruszył ramionami i rozejrzał
się.
Od kilkunastu godzin szli wzdłuż oddzielającej ich od
siebie poświaty. Jak do tej pory, Hao miał wyjątkowego pecha. Zaczęło się od
ataku wściekłego szopa, a skończyło na brodzeniu po kolana w błocie z armią
krwiożerczych komarów dookoła. Yoh zaś cały czas szedł sobie spacerkiem po
lesie, raz po raz natykając się na krzaki malin czy jagód. Jedynymi zwierzętami,
jakie do tej pory spotkał na swojej trasie, były dwie wiewiórki, przyglądające
się mu z zainteresowaniem z drzewa oraz kilka skowronków, umilających mu podróż
swoim śpiewem.
- Wiesz, powinieneś
zacząć dostrzegać przyjemniejsze aspekty… Przynajmniej nie pada deszcz…
Wtedy, jak na zawołanie, część nieba nad głową Hao pokryła
się ciemnymi chmurami. Silny wiatr zwiał nieostrożne komary, ku lekkiej uldze
długowłosego. Zadowolenie to nie trwało jednak długo, gdyż zaraz potem zaczął
padać deszcz tak ulewny, jakby ktoś co chwila wylewał na jego głowę wiadra
zimnej wody.
Ognisty szaman wycelował palec w brata, który przyglądał
mu się z głupkowatą miną.
- Powiedz jedno słowo,
a… - zaczął, jednak dokończenie uniemożliwił mu pewien odruch bezwarunkowy. -
Aaaa… Psik!
- Na zdrowie!
Władca płomieni mruknął tylko w odpowiedzi i szepnął coś
do unoszącego się nad jego głową Ducha Ognia (oczywiście w formie zielonookiego
płomyczka ^^). Stworzonko zamrugało tylko w odpowiedzi. W tym momencie w
miejscu deszczu zaczęło pojawiać się coraz więcej pary, zmieniając otoczenie
Hao w coś w rodzaju niezbyt ciepłej sauny parowej. Chłopak uśmiechnął się z
pewną satysfakcją do bliźniaka.
- Jesteś pewien, że to
był dobry pomysł? – spytał po kilku krokach Yoh. Jego mina nie wróżyła niczego
dobrego.
- Tak… A co?
- Nic… - odpowiedział
niewinnie właściciel pomarańczowych słuchawek.
Zachowanie wielbiciela cheeseburgerów niezbyt spodobało
się ognistemu szamanowi. Czyżby o czymś zapomniał? Ledwo co o tym pomyślał,
zapadł się po pas w błotnistej kałuży. Nie widział jej wcześniej, gdyż pole
widzenia zostało bardzo zmniejszone przez białą mgłę.
Hao spojrzał na uśmiechającego się brata.
- Nic już nie mów…
♥♥♥
Tymczasem przed siedzibą rady zebrał się całkiem spory
tłum ludzi, niezadowolonych z braku możliwości obserwowania finału. Nie po to w
końcu zostawali w Patch tak długo, by czekać bezczynnie na wynik!
Wśród nich znaleźli się także Manta oraz Faust. Właściwie
to nekromanta nie wyglądał na zbyt przejętego całą sprawą. Był tu z prośby
Silvy, któremu zależało na zapewnieniu opieki medycznej w razie ewentualnych
zamieszek. Tak, przyznać trzeba, że sytuacja stała się naprawdę groźna…
- Pokażcie nam finał! –
krzyczało kilka osób.
- Chcemy zobaczyć
walkę! – wołały inne.
- Żądamy zwrotu
pieniędzy! – wrzeszczał jakiś wysoki szaman, nie do końca wiadomo czemu.
- Jakich pieniędzy? –
zdziwił się Manta. – Przecież nikt nie płacił nic za oglądanie finału…
- Jakich…? – mężczyzna
ewidentnie się zmieszał. – W sumie… Nie wiem… Wkręciłem się – wzruszył
ramionami i wrócił do nawoływania. Na wszelki wypadek, Manta wycofał się na
bezpieczną odległość.
On sam też bardzo chciał zobaczyć zmagania Hao i Yoh w
finale. Mimo, że nie wyobrażał sobie, jak miałaby wyglądać ich walka. Bądź, co
bądź, nie stanęli przeciw sobie w pojedynku od czasu pamiętnego dnia, kiedy
X-laws zabrali ognistego szamana.
- Yyy… Przepraszam…! –
odezwał się ktoś z tyłu, jednak nikt go nie słuchał.
- To członkowie rady
mogą sobie oglądać finał, a my mamy tu czekać bezczynnie!? – wrzasnął mężczyzna
stojący bardziej z przodu.
- Nie! – odpowiedział
tłum.
- Chodźcie ludzie! –
zawołał znowu. – Zobaczymy finał na telewizorze rady!
- Tak! – zgodzili się z
nim szamani, po czym cała grupa, licząca sobie jakieś kilkadziesiąt osób,
ruszyła w stronę siedziby Patch Tribe.
Manta nie wyobrażał sobie, jak cały ten tłum miałby
zmieścić się przed tym niewielkim, wiecznie psującym się telewizorkiem. Po
wymienieniu porozumiewawczego spojrzenia z Faustem, obaj ostrożnie poczęli się
wycofywać.
Widok tych wszystkich szamanów, próbujących się wcisnąć
przez niewielkie drzwiczki był dość… interesujący. Oyamada zastanawiał się, jak
muszą się czuć osoby przyciśnięte przypadkiem do chropowatej ściany…
- Przepraszam! –
zawołał ktoś z tyłu, jednak ponownie nikt nie zwrócił na niego szczególnej
uwagi. Tylko nekromanta zdał sobie sprawę, że jakiś metr za nimi stoi wystraszony
całym zamieszaniem Tallim. Wyglądało na to, że był tam już od pewnego czasu.
- Coś się stało? –
spytał beznamiętnym głosem Niemiec.
- Ja chciałem tylko
powiedzieć, że telebim jest na arenie… I że nie trzeba się…
Urwał, bo w tym momencie jedna z drewnianych kolumn,
przytrzymujących daszek nad wejściem do budynku siedziby rady, złamała się,
przez co na tłum spadła dość duża płachta materiału. Chwilę potem, z zawiasów
wypadły drzwi. O okiennicach nie było już nawet sensu wspominać, gdyż dawno
zniknęły pod nogami wściekłych szamanów. Nie minęła minuta, a na ziemię z
brzękiem spadła też tabliczka informująca o przeznaczeniu budynku.
- …pchać… - szepnął
Tallim ze strachem, oczami wyobraźni widząc już reakcję Goldvy.
♥♥♥
Minęło kilka godzin i obaj bracia przeprawiali się teraz
przez pustynie. Jednak, o ile w przypadku Hao była to gorąca, piaszczysta
pustynia, o tyle Yoh trafiła się pustynia lodowa. Toteż na obecną chwilę każdy
z nich marzył, by znaleźć się na miejscu tego drugiego.
- Z-zi-zim-mn-no… -
szepnął sam do siebie właściciel pomarańczowych słuchawek, klepiąc się do
ramionach, by pobudzić krążenie. Szczękały mu zęby, a każdy wydmuchany przezeń
obłoczek pary, niemal natychmiast zamieniał się w lód.
- Za… ciepło… -
westchnął tylko ognisty szaman, wycierając pot z czoła. Nie dość, że słońce go
oślepiało, to jeszcze musiał uważać by nie stanąć przypadkiem na skorpiona. A
pajęczaki te w tym wymiarze osiągały naprawdę sporą wielkość.
Jednak pomimo gorąca, które tępiło wszystkie zmysły, Hao
wciąż przeklinał w duchu tą paskudną ścianę, która nie pozwalała mu pomóc
bratu. Przecież wystarczyłaby sama obecność Ducha Ognia, by Yoh zrobiło się
cieplej… Przecież jak tak dalej pójdzie, to chłopak odmrozi sobie wszystkie
kończyny! Hao tak bardzo chciał go teraz przytulić, pocieszyć, rozgrzać…
- Jak się trzymasz,
Hao? – usłyszał nagle głos bliźniaka. Jego twarzyczkę, poza czerwonym nosem i
policzkami, zdobił jak zawsze szeroki uśmiech. „Niesamowite…” - pomyślał długowłosy – „Jak on to robi, że zawsze zachowuje spokój i pogodę ducha…?”
- Jakoś leci… - odpowiedział.
– Nawet mam nowego przyjaciela… - dodał, wskazując na nietypową, pustynną
jaszczurkę, która przyczepiła mu się do pelerynki i jak na złość nie miała
zamiaru zejść.
- A mi się trochę za
gorąco zrobiło… Nie wiesz może czy gdzieś tu nie sprzedają klimatyzatorów? –
Żart nie był może najwyższych lotów, ale mimo to sprawił, że Hao uśmiechnął się
lekko.
♥♥♥
- Brr… Aż mi zimno jak
na nich patrzę… - powiedziała Pirika, spoglądając na telebim. Nie zdając sobie
nawet z tego sprawy, odruchowo pocierała dłońmi o ramiona, tak jakby chciała
się rozgrzać.
- Patrząc na Hao, aż
mam ochotę wskoczyć do basenu z lodem… - dodała Jun, siedząca tuż obok.
Na trybunach zebrał się już całkiem spory tłum, który i
tak w każdej chwili się powiększał. Ogromny ekran, który mógł mieć spokojnie
dwadzieścia metrów kwadratowych powierzchni, podzielony był na dwie połowy. Po
lewej stronie pokazywane były zmagania Hao, po prawej Yoh. Momentami, kiedy
silniejszy powiew wiatru wzbijał śnieg lub piasek w powietrze, ciężko było
odróżnić, który z Asakurów jest który.
- Jak to możliwe, że
jeszcze nie zamarzł? Ja bym już dawno zamieniła się w kostkę lodu… -
powiedziała panna Usui. W jej oczach widać było współczucie.
- Myślę, że pomogły
treningi Anny… - uśmiechnął się Lyserg. – Skoro wytrzymał to, wytrzyma
wszystko.
- A zdaje się panna Anabelle
też nie pozwalała Hao się obijać – dodał John.
Nagle, co najmniej połowa widowni wstrzymała oddech. Yoh w
ułamku sekundy zapadł się pod ziemię. I to dosłownie. Wpadł do głębokiej
dziury, wcześniej ukrytej pod grubą warstwą śniegu.
- Nie! – pisnęło kilkoro
dziewcząt.
- Yoh! – wrzasnęli jak
jeden mąż wszyscy przyjaciele Asakury.
Hao również musiał usłyszeć krzyk brata, gdyż zatrzymał
się i z przerażeniem spojrzał w stronę bliźniaka. Zawołał coś do niego, jednak
wśród szumu i świstu wiatru, nie dało się rozróżnić słów. Widać było jednak,
jak długowłosy usilnie stara się przedostać na drugą stronę „muru”. Niestety,
ani podlatywanie bardzo wysoko, ani teleportacja nie dawały oczekujących
rezultatów. Wściekły władca płomieni kopnął kamień, chcąc w ten sposób
rozładować gniew. Jak na złość niewielka skałka okazała się cięższa niż na
pierwszy rzut oka… Nie dość, że starszy z Asakurów dość boleśnie uderzył się w
przód stopy (specjalnie na finał ubrał zwykłe adidasy), to jeszcze obudził
wygrzewającą się w słońcu kobrę.
Niezadowolony z pobudki wąż, skoczył do ataku. Hao ocaliła
tylko szamańska zręczność, bo kły jadowe ominęły jego ramię o zaledwie kilka
centymetrów. Zaraz po wykonaniu uniku, długowłosy odwrócił się. W ostatniej
chwili, bo gad zaatakował ponownie. Na szczęście, Duch Ognia czuwał nad swoim
szamanem. Gdy kobra wyskoczyła, czerwony potwór zamienił ją w garstkę popiołu.
Hao, którego oddech gwałtownie przyspieszył podczas
krótkiej walki, dopiero teraz odetchnął z ulgą. Zaraz zdał sobie jednak sprawę
z niebezpieczeństwa, które groziło Yoh. Odwrócił się w stronę brata w momencie,
gdy ten wystrzelił z dziury w lodzie niczym kaskader z armaty w cyrku.
Właściciel pomarańczowych słuchawek trzymał w ręku wielkie podwójne medium. Jak
widać, nie tylko nad Hao czuwa duch stróż…
- Wszystko gra?! –
zapytał Hao, próbując przekrzyczeć odgłosy wiatru, kiedy tylko jego brat
wylądował na ziemi.
- Nie! Zarysowały mi
się słuchawki… - zapłakał Yoh.
Szamani, którzy na widok atakującego węża wręcz wstrzymali
oddech, teraz tylko westchnęli. Kilka osób dodatkowo przejechało dłonią po twarzy.
Miłość młodszego Asakury do jego pomarańczowej ozdoby włosów, była znana w
całym Patch.
- To wyglądało groźnie…
- szepnęła Tamao. W jej oczach wciąż było widać lekki niepokój.
- Nie martw się o nich –
uśmiechnął się do niej Lyserg. – Wiesz, jacy są… Prędzej bałbym się o Króla
Duchów…
♥♥♥
Tę noc bliźniacy spędzili na niewielkiej łączce. Mieli
szczęście, że udało im się opuścić niegościnne obszary przed zapadnięciem
zmroku.
Wstali o świcie, po czym zjedli niewielkie śniadanie
składające się z dziwnych, aczkolwiek bardzo smacznych różowych owoców, które
rosły na krzaczkach dokoła. Miały słodki, momentami kwaskowaty smak, ale
wystarczyło zjeść dwa, by być najedzonym. Nie do końca pewni, kiedy znów
natrafią na coś równie pożywnego, bracia zabrali po kilka sztuk na zapas.
Szli teraz już od jakichś dwóch godzin. Słońce nie
świeciło zbyt mocno, a na niebie zebrało się trochę chmur. Bliźniaków otaczała
też mgła, nieco zmniejszająca pole widzenia. Mimo to, było całkiem ciepło. Otoczenie
nad wyraz podejrzane… Pomimo sielankowej atmosfery, żaden z Asakurów nie tracił
koncentracji. Wiedzieli już, że nawet chwila nieuwagi może się skończyć
tragicznie.
- Hej, Hao! – zawołał Yoh
do brata, wskazując niewyraźny kształt przed nimi. – Widzisz to, co ja?
Długowłosy przyłożył dłoń do czoła, by lepiej widzieć.
Jakieś kilkaset metrów przed nimi znajdowała się jakby ciemnoszara skała. Jej
nieco zamglony zarys, odcinał się znacząco od białego, pochmurnego nieba.
- Wygląda jak zarys
jakiejś góry… - odparł ognisty szaman po chwili obserwacji.
- Chodź, zobaczymy! –
zawołał wielbiciel cheeseburgerów i przyspieszył do truchtu.
Chwilę potem, obaj znaleźli się przed wysoką na
kilkanaście metrów ścianą z czarnej skały. Wyglądało to jak koniec trasy.
- Yyy… Co dalej?
- Nie mam pojęcia…
Rozejrzeli się. Skała była zupełnie gładka, więc
wspinaczka odpadała. Czyżby Król Duchów chciał, aby nad nią przelecieli? Ledwo
co zadali sobie takie pytanie, jakby znikąd rozległ się głos:
- Bracia Asakura, przed
wami przedostatnia próba. Skoro doszliście tutaj, oznacza to, że macie
wystarczającą wytrzymałość fizyczną. Teraz sprawdzimy na ile jesteście wytrzymali
psychicznie.
W tym momencie, w ścianie pojawiły się dwa wejścia, po obu
stronach świetlistego muru. Wyglądały zupełnie jak…
- Jak Yomi… -
powiedział cicho Yoh, spoglądając na nowo powstałą jaskinię.
- Po drugiej stronie
czeka na was prastara arena, gdzie stoczycie walkę. Powodzenia – zakończył tajemniczy
osobnik.
Bracia spojrzeli po sobie niepewnie. Yomi była przecież
bardzo niebezpiecznym miejscem, gdzie zapominało się o wszystkim…
- To… Do zobaczenia po
drugiej stronie… - zaczął Hao, po czym zbliżył się do prawie przezroczystej
ściany i położył na niej dłoń. Yoh zrobił to samo z drugiej strony. Niby
niepozorny gest, jednak obu dodał sił.
- Tak, na razie –
uśmiechnął się krótkowłosy.
Stali tak jeszcze przez minutę, po czym oddalili się i w
tym samym momencie weszli do jaskini. To, co na nich czekało, okazało się być
jednak dużo gorsze niż przypuszczali…
Teraz obrazki z paniczem Tao :D
Uznałam, że tym razem pojawi się w towarzystwie siostrzyczki i.. kogoś jeszcze :D
![]() |
| http://www.pixiv.net/member_illust.php?mode=medium&illust_id=665198 |
![]() | ||
| http://bbznet.pukpik.com/scripts2/view.php?user=sktfcboard&board=3&id=10&c=1&order=numview |
![]() |
| http://shaman-king-love.deviantart.com/art/Ryu-and-Len-colour-116739939?q=gallery%3Ashaman-king-love%2F26309629&qo=20 |
![]() |
| http://hao-hime.deviantart.com/art/Ren-191783690?q=gallery%3Ahao-hime%2F40350679&qo=7 |
![]() |
| http://www.zerochan.net/876398 |
Przypominam jeszcze o działalności Spisu SK, gdzie jestem jedną z autorek :) Jeżeli posiadasz bloga o SK - czynnego lub zakończonego, zgłoś się do nas :D http://sk-spis.blogspot.com/
Przy okazji.. Co sądzicie o nowym wyglądzie bloga? :)
Bay!












