Kilka słów o blogu + regulamin

Blog przedstawia moją wersję wydarzeń w anime Shaman King ("Król Szamanów") poczynając od trzeciej rundy.

Obecnie blog uznać można za zakończony. Oficjalne zakończenie ma miejsce w rozdziale 37. Pozostałe uznać można za dodatkowe. Nie mają one większego wpływu na fabułę.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

25. Nowe życie. Nowi znajomi.


Ohayo!
Co tam? Szczerze to ja przyznam, że w obecnych czasach jedyne co mnie ratuje od totalnego znużenia to hasło "Coraz bliżej święta" i rozmowy na gg... Po prostu wpadłam w chorobę nazywaną syndromem grudnia. Dość! -.- Dobra, nie będę Was zanudzać.
Co do notki to powiem szczerze - czekałam na nią od dobrych dwóch miesięcy. Nareszcie zacznie się coś powoli dziać ^^ Rozdzialik dedykuję:
a) Spokoyoh za nieocenioną pomoc przy imionach ^^
b) Wszystkim, którzy ogarną obrazek na końcu notki :D
Zapraszam ;)

25. Nowe życie. Nowi znajomi.

Od walki „Believers” z „Drużyną Księżyca” minęły dwa tygodnie. W trakcie tego czasu, szamani z wioski zdążyli się już przyzwyczaić do „nowego Hao” i nikt już właściwie nie miał do ognistego szamana żadnego „ale”. Kilka dni po pojedynku Yohmei i Kino wyjechali z Patch i życie naszej gromadki wróciło do normalności. No dobra. Powiedzmy, że względnej „normalności”. Nie licząc kilku drobnych wypadków związanych zazwyczaj z nieudanymi żartami Choco lub wkurzaniem kochanego braciszka, wszystko toczyło się swoim zwykłym trybem.
         Ten wieczór bliźniacy jak zawsze spędzili leżąc na dachu i patrząc w gwiazdy. Stało się to dla nich właściwie tradycją. Po każdej kolacji wspinali się na górę i siadali obok siebie. Rzadko kiedy się odzywali. Głównie kontemplowali nieboskłon, od czasu do czasu posyłając sobie lekkie uśmiechy. Panowała między nimi przyjazna cisza.
- I pomyśleć, że jeszcze niedawno byliśmy największymi wrogami…
- Nie mów tak. Nie wracajmy do tego… Proszę… - sposępniał długowłosy. Wciąż miał żal do samego siebie za te wszystkie stracone lata.
- Czemu właściwie stałeś się zły tysiąc lat temu?
- Nie wiem. Nie mam pojęcia… Nie pamiętam niczego z poprzednich wcieleń… Nic. Zupełnie nic.
         Widać było wyraźnie, że rozmowa na ten temat jest dla niego ciężka. Yoh uśmiechnął się, zdjął słuchawki i założył je bratu na głowę. Chyba pierwszy raz w historii wielbiciel cheeseburgerów zrobił coś takiego. Co jak co, ale ten pomarańczowy przedmiot traktował niemalże jak świętość.
- Racja. Nie ma sensu tego rozpamiętywać. I niezależnie, co się stanie, zawsze będziemy razem.
- Kocham cię braciszku.
- Wiem ^^. Mówisz mi to, co najmniej raz dziennie.
- Wiem. A ty mi zawsze odpowiadasz…
- Kocham cię idioto – dokończył Yoh, po czym obaj wybuchli śmiechem, który odciął się wyraźnie od wszechogarniającej nocnej ciszy.

♥♥♥
           
         Jednak bliźniacy nie byli jedynymi osobami, które nie leżały jeszcze w ciepłych łóżeczkach. Na jednym ze wzgórz siedziała grupa siedmiu szamanów w identycznych, ciemnych mundurach. Jeden z nich, wysoki, przystojny mężczyzna o włoskiej urodzie stał tuż przy krawędzi i przez lornetkę obserwował nic niespodziewających się Asakurów.
- I co tam widzisz, Antonio? – spytała pewna wysoka blondynka wieszając się towarzyszowi na szyi.
- Helgo! Prosiłem cię chyba o coś – mruknął tylko brunet i odepchnął od siebie dziewczynę. Akurat z nią nie chciał się zbytnio spoufalać. Niemka nie grzeszyła zbytnio urodą, a potrafiła porządnie zaleźć za skórę.
- Verzeihung (niem. - przepraszam) - powiedziała i cofnęła się kilka kroków. W tym samym momencie do obserwującego przywódcy podeszli jego dwaj zastępcy.
- Hva så? (norw. - I co?) - zapytał krótko pierwszy z nich, jasnowłosy mężczyzna o ponurych, oliwkowych oczach.
- Niente… (wł. – nic) To, co zwykle. Siedzą, wygłupiają się…
- Jak dzieci… I to niby ma być ten przyszły król szamanów? No comparto! (hiszp. Nie zgadzam się!) - odparł na to drugi.
- Fernando! Mówiłem ci przecież, że nie wolno tak mówić! To my wygramy turniej! My! Nie widzę innej możliwości! – Antonio odwrócił się gwałtownie w stronę przyjaciela i o mało co, a uderzyłby go prosto w twarz. Jego pięść została jednak zatrzymana przez blondyna i to zaledwie kilka centymetrów od twarzy Hiszpana. Refleks stojącego obok Norwega już dawno zyskał legendarną sławę.
- Björn… - szepnął zszokowany Fernando.
- Nic nie mów. =.= Nie robię tego dlatego, że cię lubię. Po prostu uważam, że nie ma sensu tracić sił na bezsensowne walki, a tym bardziej nabawiać się kontuzji przed turniejowymi pojedynkami -.- Zwłaszcza, że prędzej czy później zmierzymy się z NIM – to mówiąc patrzył na pochodzącego z Barcelony towarzysza z nieodgadnionym jak zawsze wyrazem twarzy.
         Po krótkim milczeniu wszyscy mężczyźni podeszli do pozostałej czwórki, siedzącej przy maleńkim ognisku: Greka, Czecha, Szwedki i Niemki, którą poznaliśmy już wcześniej. Usadowili się obok w ciszy. Przez jakiś czas słychać było jedynie trzaskanie płomieni z ogniska.
- Myślę, że nadszedł już czas – powiedział w pewnej chwili Włoch z złowróżbnym uśmiechem. – Pora ukazać światu naszą tajną broń…

♥♥♥
           
         Było piękne, słoneczne popołudnie. Część szamanów, najwidoczniej znudzonych do granic możliwości, gotowych obejrzeć wszystkie walki niezależnie od prezentowanego poziomu by tylko nie oszaleć, wracało właśnie ze stadionu, na którym zmierzyły się dwie wyjątkowo „groźne” drużyny: „Różowe Chmurki” i „Tęczowa Łączka”, z których przewagę w wyjątkowo wyrównanym pojedynku zdobyła jednak ekipa o jednokolorowej nazwie ^^. Taak… Najciekawszym momentem całego starcia była chyba „wizyta” naszego kochanego Ząbka w kubełku popcornu jednego z widzów… (przyp. aut. „żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas trwania tej sceny”)
- I jak tam było, Manta? Mamy się kogo bać? – zagadnął Horo Oyamadę, który ledwo co wrócił z meczu. Wysłali go tam nasi szamani, aby chłopak wybadał sytuację i dowiedział się, czy drużyny o tak niewinnie brzmiących nazwach mogą stanowić jakieś zagrożenie.
- Nie, co wy… Ta walka była tak nudna, że nawet Karim zasnął w połowie…
- CO NIE OZNACZA, ŻE MOŻECIE SIĘ OBIJAĆ! – do pokoju, jak zwykle w odpowiednim momencie wkroczyła Anna. Chłopcy aż podskoczyli. – Drużyna Rena ma się stawić u Jun i Piriki w kuchni. Mają dla was jakieś zadanie. A co do reszty… Faust, Ryu, Manta i Lyserg trzydzieści okrążeń i dwie godziny siedzącego psa! Bliźniacy – w tym momencie rzuciła Asakurom jakieś dwa elektroniczne urządzonka – biegacie przez następne dwie godziny. Na tych krokomierzach sprawdzę potem, jaką odległość przebyliście. Do zobaczenia na kolacji.
         Wszyscy aż jęknęli. W najgorszym nastroju zdawał się być chyba jednak Diethel, który wstąpił właściwie tylko na moment wracając z zakupów, które zleciła mu Meene. Motocyklista pocieszył swojego protegowanego mówiąc, że po drodze będą na pewno mieć okazję, by zahaczyć o mieszkanko „Believers” i odnieść zakupione produkty. Mimo wszystko wizja treningu i tak nie była dla nikogo zbyt przyjemna. Ale skoro Anna każe, trzeba słuchać… Toteż minutę później cała gromadka rozpoczęła swój maraton. Wyjątkowo, bliźniacy postanowili tym razem odłączyć się od reszty i nieco zmienić trasę.
- Hej, ścigamy się do areny? Ja pobiegnę tą boczną uliczką z prawej, a ty z lewej. Wygra ten, który dotrze pierwszy, ok? – zaproponował Hao.
- Co wygra? – podejrzliwie spytał Yoh.
- Nie wiem… Powiedzmy, że ten, co przegra stawia cheeseburgery.
- Okej! – zgodził się młodszy z braci. – Ale żeby nie było jak ostatnio!
- Co ostatnio…? – spytał ognisty szaman głosem niewiniątka.
- Bez teleportacji!
- =.= No dobra… W takim razie trzy… dwa… jeden… START!
         Ruszyli w tym samym momencie, każdy w swoją stronę. Słuchawkowy miał wyjątkowe szczęście, gdyż w jego dróżce nie było w danej chwili żadnych przechodniów, w przeciwieństwie do uliczki brata, który z powodu nawału ludzi musiał biec slalomem. Krótkowłosy dawał z siebie wszystko. W końcu darmowy lunch to nie byle co.
         Skręcił już na główną drogę, gdyż jego uliczka nie prowadziła już dalej. Zostało mu może jakieś sto metrów do stadionu. „Wygrałem!” – pomyślał i używając resztek siły zaczął biec do mety. Jeszcze kawałek, a Hao nadal nie ma. Uśmiechnął się do siebie pewien zwycięstwa.
         I nagle stanął jak wryty. Przymrużył nieco oczy, bo zachodzące słońce świeciło mu prosto w twarz. Tuż przed sobą widział ciemną sylwetkę brata, stojącego doń tyłem. „Jak to możliwe? Przecież on nie mógł…”
- Hao! – zawołał z wyrzutem – Miało być bez teleportacji!
         Jednak postać przed nim nie zareagowała. Wtem Yoh usłyszał znany mu głos bliźniaka. Za sobą.
- No co jest? Czemu się zatrzymałeś? – spytał starszy Asakura lekko dysząc.
- H-Hao…?? – słuchawkowy otworzył szeroko oczy ze zdumienia.- S-skoro ty jesteś t-tu… To kto jest TAM?! – zapytał pokazując na tajemniczą osobę.
         Obaj spojrzeli w tamtym kierunku.
- Yyy… Cześć…? – odezwał się ognisty szaman podchodząc nieco bliżej. W tym momencie nieznajomy chłopak odwrócił głowę.
- Ohayo! Mówiliście do mnie? Gomen, myślałem, że do siebie – uśmiechnął się i wyszczerzył ząbki.
         Na widok jego twarzy obaj Asakurowie zaniemówili. Wyglądał bowiem i-den-ty-cznie jak Hao, z tą tylko różnicą, że miał czarną pelerynę z granatowymi spodniami oraz blond włosy. Oprócz tego zamiast gwiazd na jego ubraniach znajdował się symbol przypominający nieco rzymską jedynkę.
- Ty… Wyglądasz jak Hao…
- Podobnie ^^. Fajnie się złożyło, nie?
- …
- Wy jesteście Yoh i Hao Asakura, prawda? A ja jestem Aku. Aku Onaji – uśmiechnął się blondyn i skłonił lekko.
- Cześć! Miło cię poznać – wyszczerzył się młodszy z bliźniaków, który zdołał się już otrząsnąć z chwilowego szoku.
- Nie to, że przeszkadzam, ale Anna będzie wściekła, jak zobaczy, że zrobiliśmy sobie przerwę… - powiedział cicho starszy, na co Yoh spojrzał niepewnie najpierw na brata, a następnie na krokomierz przytroczony do paska.
- Sorry, ale musimy lecieć. Trening.
- Mogę iść z wami? Nudzę się tutaj sam.
         To było chyba jeszcze bardziej szokujące niż wygląd Aku. Jak on może z własnej woli chcieć wykonywać trening Anny?!
- Jasne, jeśli ci to nie przeszkadza… Bo przed nami jakieś dwie godziny biegania..
         Onaji wzruszył tylko ramionami i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Chwilę potem cała trójka kontynuowała maraton po Patch, przy okazji żartując i rozmawiając.

♥♥♥
           
         Pozostała część gromadki szybko zaakceptowała Aku. Z początku byli, delikatnie mówiąc, zszokowani. Ale skoro przetrwali chłopaka, który je za pięciu, komika, byłych X-laws, piromana i nekromantę, osóbka wyglądająca niemal identycznie jak Hao nie stanowiła dlań problemu ^^. Jednak zanim blondyn mógł oficjalnie uważać się za członka NWG, czekało go przesłuchanie. Na ochotników, poza Anną (co było raczej oczywiste) zgłosili się jeszcze Ren i Choco.
- Skąd jesteś?
- Z Tokio.
- Ile masz lat?
- Nieco ponad czternaście.
- Jak się nazywa Ada w pomarańczowej sukience?
- Eee…? – zdziwił się Onaji.
- Oranżada! – zaśmiał się Choco, ku znużeniu wszystkich dokoła. Wszystkich, poza Aku, który wydawał się wyraźnie rozbawiony.
         I na tym skończyła się „rozmowa kwalifikacyjna” długowłosego blondyna. Zaraz potem Ryu ogłosił przerwę na kolację, na którą tym razem przygotował gaspacho i musagę.
         Po posiłku Hao jak zwykle wspiął się na dach. Czekał już od kilkunastu minut, aż nagle usłyszał, że ktoś się zbliża.
- Trochę się spóźniłeś, Yoh…
- Sorry… Ale to nie Yoh – usłyszał głos Oyamady, który po chwili wychylił się z dachowego okienka (załóżmy, że jest tam takowe).
- Manta? Gdzie jest Yoh? – zapytał ognisty szaman nie patrząc w stronę rozmówcy.
- Na dole z Aku… - westchnął niewysoki chłopak. – Wiesz… Muszę ci się do czegoś przyznać… - dodał wyraźnie zażenowany.
- …?
- Na początku… Nie do końca ci ufałem. Nie wiem… Chyba… byłem zazdrosny… Spędzaliście z Yoh tyle czasu… Ale teraz, ten Aku… Nie lubię go. Wydaje mi się podejrzany.
- Heh, nie tylko tobie. Kto normalny śmieje się z żartów Choco?
- Wiesz, że nie tylko o to chodzi… Chociaż racja ^^. Wiesz, gdy byłeś z Yoh to jednak gadaliście z innymi, a teraz Yoh i Aku zupełnie nie zwracają na innych uwagi…
         Hao zamyślił się. Prawda, nie podobał mu się nowy towarzysz. Było w nim coś niepokojącego. Nie mógł nawet wyczuć jego szamańskiej aury, nie mówiąc już o jakimkolwiek używaniu reishi.
- Wiesz… Musimy dać mu trochę czasu – odezwał się w końcu. – Kto wie, może to tylko taki początek? Nie martw się, Manta. Poczekamy, zobaczymy…
         I tak, Oyamada, dotychczas nieco obawiający się starszego Asakury, siedział razem z nim, obserwując gwiazdy i rozmyślając co przyniosą następne dni.

♥♥♥
           
         Nie lubił pełnić roli obserwatora. Czuł się wtedy niezręcznie. Ale cóż mógł poradzić, gdy Antonio nie znosi sprzeciwu…?
- I jak tam?
         Czech aż podskoczył. Czasem przywódca potrafił się poruszać naprawdę bezszelestnie. Nieprzyjemne uczucie…
- Spotkali chłopaka wyglądającego niemal identycznie jak ten długowłosy. A na dachu siedzi  teraz tylko ten starszy. Młodszy prawdopodobnie został w środku – zrelacjonował chłopak zgodnie z prawdą.
- Ciekawe… Dobrze, możesz już iść - zarządził Włoch odbierając towarzyszowi lornetkę. Gdy tamten oddalił się w stronę pozostałych, dodał sam do siebie. - Zobaczymy, zobaczymy…

Nom ^^ Nareszcie :) Sporo nowych postaci, nie? Abyście mogli lepiej się rozeznać w sytuacji przygotowałam to:
(kliknij, aby powiększyć)
Ogarniecie? Ogółem te informacje mogą przydać się również w przyszłości ;) Wiem, wiem. Jestem mistrzem painta xD
A oprócz tego Yohao musiała się wyjątkowo nudzić (kilka dobrych tygodni temu -.-)  i postanowiła stworzyć dla Was również obrazek ze scenki z Aku: 


Do tego akurat nie używałam painta, jednak nie czepiajcie się o kontury i wgl.. Nie jestem rysownikiem... :( Buu...
Ale, żeby nie było że tylko moi bohaterowie, macie tutaj Lyserga (w podziękowaniu za genialne opisy zielonowłosego na blogu Spokoyoh xD)





I to wszystko na dziś ^^ 
Kasumi zainspirowała mnie do napisania Oneshota.. Postaram się coś więcej z tym popracować przez święta ^^ 
Ankieta:
1) Bliźniacy i ktoś
2) Hao i ktoś
3) Yoh i ktoś
Jakby co to to są autentyczne nazwy folderów i podfolderów w moim komputerze xD

Do zobaczenia :*



niedziela, 9 grudnia 2012

24. "Believers"


Hello!
Gomen, znowu notka za późno.. Byłaby wcześniej, ale świąteczne zakupy trochę skracają mi czas na pisanie :( Myślałam, że napiszę też szybciej dzisiaj, ale rodzice poinformowali mnie, że jedziemy na cały dzień na zakupy i... efekt jest jaki jest. Gomen :( Sorki, nie chce mi się już pisać wstępu. Zapraszam na notkę... Niezbyt udaną niestety...
A i jeszcze na koniec - obrazki z... uczniami Hao ^^ Co mi tam xD

24. "Believers"

Hao przedstawił uczniom ogólny obraz sytuacji, omijając jednak bardziej osobiste szczegóły. Wszyscy słuchali w milczeniu, ani razu nie przerywając swojemu mistrzowi. Wydawali się nieco zszokowani, ale trudno było stwierdzić, co myślą o nowej sytuacji.
- Zrozumiem, jeśli mnie opuścicie. Nie będę was zatrzymywał. Nie martwcie się, nie będę miał wam nic za złe i na pewno nie mam zamiaru szukać zemsty. Więc jeśli chcecie nadal stworzyć królestwo tylko dla szamanów, to proszę bardzo. Ale beze mnie. Sami będziecie musieli o nie walczyć – zakończył swoją wypowiedź Asakura.
- Mistrzu… - odezwał się po kilku minutach Luchist, a następnie rozejrzał się po towarzyszach. – Sądzę… I raczej wszyscy się ze mną zgodzą… Że nadal chcielibyśmy walczyć u twojego boku.
- Skoczylibyśmy za tobą w ogień, mistrzu.
- Dziękuję Marie… Adekwatne porównanie… - uśmiechnął się szatyn.
         Stawało się coraz zimniej, jednak ciepło bijące z ogniska przyjemnie ogrzewało zmarzniętych szamanów. Było już chyba po północy. Mattie, Marie i Kanna zasnęły oparte o siebie, a mały Opacho oraz Yoh skorzystali z wygodnej, cieplutkiej poduszki (czyt. Hao). Sam długowłosy pogrążył się we własnych myślach, wpatrzony w trzaskające płomienie.
         Wtem, wszystkich z błogiego stanu wyrwało charakterystyczne dzwonienie.
- Pali się? – spytał głupkowato Luchist, który nie do końca jeszcze kontaktował.
- Ciasto gotowe! – zawołała wesoło Mattie, również niezbyt wybudzona.
- Wy idioci, przecież to Mikołaj jedzie! – oburzył się nadal chyba śpiący Bill.
- A moim zdaniem to raczej gdzieś tutaj jest wróżka Dzwoneczek – wygłosiła swoją wersję Marie.
         Długowłosy przewrócił wzrokiem. I to są ci szamani, z którymi konfrontacji boi się większość ludzi…?
- Bomba! – krzyknął nagle przerażony Zang Ching, wskakując Luchistowi na ręce. – Ktoś podłożył bombę!
- Ehh… Kto ma walkę? – spytał znużony Hao. Chyba dopiero jego słowa uświadomiły rozespanych uczniów odnośnie prawdziwego źródła dzwonienia.
- Zdaje się, że my… - odpowiedział Mohhamed, przyglądając się swojemu dzwonkowi wyroczni. – Drużyna… „Believers”. Jutro o 15.00.
- Kto? – zdziwiła się Kanna. – Nigdy o nich nie słyszałam…
- Ja również… - dodał zamyślony Asakura. – Ale to nieważne. Niezależnie kim oni są, musicie dać z siebie wszystko.
- Tak jest mistrzu! – odpowiedzieli chórem członkowie „Drużyny Księżyca”.
- Mam nadzieję, że nie obijaliście się, kiedy mnie nie było…?
         Wszyscy uczniowie energicznie pokiwali głowami na znak, że o żadnym lenistwie nie było mowy. Hao zarządził więc, żeby wszyscy udali się do swoich namiotów. Mały Opacho był tak zmęczony, że nie miał nawet sił iść o własnych nóżkach. Długowłosy zaniósł go więc do łóżka i ostrożnie okrył kocykiem.
- To co? Wracamy do domu? – zapytał Yoh, który czekał na brata obok wygaszonego ogniska.
- Jak to do domu? – zdziwił się ognisty szaman.
- No przecież mieszkasz teraz z nami – oświadczył mu słuchawkowy, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie – Chodź, idziemy – uśmiechnął się i pociągnął zaskoczonego bliźniaka w stronę miasta (tj. wsi).

♥♥♥
           
         W niewielkim mieszkanku rozległ się głos budzika wyrywając ze snu słodko śpiących szamanów.
- Coo…? Juuuż…? – jęknął Yoh, nawet nie otwierając oczu.
- Która godzina…? – spytał ospale Hao, przewracając się na brzuch i przykrywając głowę poduszką, aby uwolnić się od denerwującego dźwięku.
- Piąta rano! – usłyszeli znajomy głos osoby przywykłej do rozkazywania.
- P-piąta…? – przeraził się młodszy z braci. Przecież ta nieludzka godzina to dopiero środek nocy!
- Nie moja wina, że wracacie nie wiadomo kiedy! A przed śniadaniem… Dwadzieścia okrążeń wokół Patch i 150 brzuszków, tak dla rozgrzewki. A Hao ci potowarzyszy! – zarządziła, szybkim ruchem pozbawiając długowłosego jego nakrycia głowy. – I ruszać się! Żwawo! Albo zaraz pójdę po wiadro!
         To wystarczyło, aby wyrwać bliźniaków z łóżek. Obaj na wyścigi polecieli do łazienki, kłócąc się nieco po drodze, o to, który ma pierwszeństwo. Posprzeczali się dopóty, dopóki drzwi się nie otworzyły i nie wyszedł z nich Ryu w samym ręczniku i w turbanie na głowie. Na ten widok Hao zaliczył totalną glebę xD, co niezwłocznie wykorzystał Yoh, wciskając się szybko do łazienki.
         Po zakończeniu podstawowych porannych czynności i wykonaniu rozgrzewki dla Anny, bracia mogli wreszcie w spokoju zjeść śniadanie razem z resztą „Drużyny Asakury”, która dopiero teraz zwlokła się z łózek.
- Manta? Ty prowadzisz spis wszystkich szamanów w turnieju, prawda? – spytał władca ognia.
- Taak… Ale o tobie już wszystko zmieniam! – zaczął nerwowo jasnowłosy, prawdopodobnie obawiając się, że starszy z bliźniaków będzie chciał zobaczyć, jakie informacje o nim udało się zgromadzić. Ciarki go przeszły na myśl, gdyby Hao przeczytał dopisek „Piroman ze spaczonym poglądem na ekologię. Jest arogancki i zbyt pewny siebie”.
- Nie o to chodzi. A tak przy okazji, możesz do tego piromana dopisać, że uwielbiam czekoladę ^^ - uśmiechnął się Hao, który nie mógł nie usłyszeć głośnych myśli niskiego chłopaka. Zaraz potem dodał nieco poważniejszym tonem. – Chciałbym raczej dowiedzieć się czegoś o drużynie „Believers”.
- „Believers”? Nigdy o nich nie słyszałem… - odparł Oyamada, przeglądając swój notes.
- Co to za drużyna, mistrzu Hao? – spytał Ryu, nakładając sobie potrójną porcję sera na kanapkę.
- Nie wiem. Ale dzisiaj walczą z „Drużyną Księżyca”…
- Obejrzymy tę walkę, prawda mistrzu Yoh?
- Ale tylko, jeśli wyrobicie się z treningiem. Tak Hao, ciebie też to dotyczy… 1000 brzuszków, 2000 pompek i… 50 okrążeń. Znajcie moja litość…

♥♥♥
           
         Tak więc cały poranek i południe zajęły naszym chłopakom treningi. Byli właśnie w trakcie pięćdziesiątego okrążenia, gdy dzwonek wyroczni Hao dał o sobie znać. Mieli dwie minuty do rozpoczęcia walki. Pędem pobiegli na stadion, wykorzystując ostatnie siły. Na szczęście pojawienie się Hao wystarczyło, żeby na trybunach znalazło się miejsce dla naszej gromadki. Na arenie stali już Mohhamed, Zang Ching i Bill. „Believers” nadal nie było.
         Na środek wyszedł już Thalim, gotowy do pełnienia roli sędziego. Zniecierpliwiony zerknął na zegarek. I w tym momencie na arenę wkroczyła druga drużyna, na widok której szczęki obu Asakurów opadły do podłogi. Przeciwnikami okazali się być… Meene, John i Lyserg ^^. Cała trójka pozbyła się białych mundurów na rzecz normalnych, codziennych strojów. Byli X-laws rozejrzeli się po widowni i pomachali wesoło do bliźniaków, którzy nadal gapili się na nich w osłupieniu.
- I komu ja mam teraz kibicować? – spytał bezradnie Hao. Nie doczekał się jednak odpowiedzi, gdyż po stadionie rozległ się głos sędziego:
- Zaczynamy dzisiejszą walkę pomiędzy drużyną „Believers”, a „Drużyną Księżyca”! Zaraz dowiemy się, kto będzie walczył jako pierwszy!
         Wszyscy widzowie przenieśli wzrok na tablicę, na której pojawił się komunikat:

Walka:
Montgomery meene vs zang ching hang

         Pozostali członkowie drużyn wycofali się z pola walki, a John dodatkowo posłał swojej ukochanej całusa, bezgłośnie życząc jej tym samym powodzenia. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, a następnie ustawiła w bojowej pozycji. Jej przeciwnik wydawał się nieco skołowany na widok tak ładnej rywalki. Gdy panna Montgomery zawołała do niego „Powodzenia!”, zaczerwienił się jak burak. Zaraz potem jednak Thalim zarządził początek walki i po słodkim uśmiechu na twarzyczce Meene nie było nawet śladu. Co jak co, ale trzeba udowodnić chłopakowi, że nie tylko on tu potrafi się posługiwać bronią. (Mało kto wie, że John i Meene założyli się, które z nich szybciej pokona swojego przeciwnika ^^)
- Gabriel! Złote pióra! – zawołała dziewczyna i z jej pistoletu wyleciały złote promienie, uderzając z wielką siłą w nic niespodziewającego się (i nadal zauroczonego) Zang Chinga. Ten, w ostatniej chwili wykonał niezdarną osłonę, która jednak na niewiele się zdała. Najwidoczniej pannie Montgomery zależało na tych Toffifee, które miała wygrać w zakładzie xD.
- Shion Shion! Atak pandy! – zawołał Chińczyk, wysyłając w stronę przeciwniczki sporą kulę energii w kształcie czarno-białego misia. Kanadyjka zręcznie uniknęła ciosu i zaatakowała ponownie, używając tym razem większej ilości foryoku.
- Zasłona eukaliptusa! – wrzasnął zdesperowany mężczyzna, tworząc nad sobą swoją najmocniejszą tarczę. Cios odbił się od niej, co poskutkowało sporą utratą mocy szamańskiej przez obu walczących. Niezadowolona dziewczyna wzbiła się w powietrze i, obdarzając rywala oszałamiającym uśmiechem, zaczęła spadać na niego z ogromną prędkością.
- Gabriel! Niebiański cios!
 Hang po raz ostatni spojrzał na tą uroczą twarzyczkę, a zaraz potem leżał już pokonany na ziemi. Na tablicy wyników pojawił się stosowny komunikat, ogłaszający zwycięstwo przedstawicielki „Believers”. Meene podeszła do leżącego Zang Chinga.
- To była naprawdę dobra walka – uśmiechnęła się i wyciągnęła do niego dłoń, aby pomóc mu wstać.
- Nie… To ja dziękuję… - zarumienił się Chińczyk, a następnie wstał szybko i wrócił do swojej drużyny.
         Do panny Montgomery podszedł John i otoczył ją ramieniem.
- Gratuluję. Dobrze ci poszło.
- Nie gadaj tyle, tylko mów jaki mam czas.
- Minuta pięćdziesiąt trzy – westchnął Denbat. – Nie tak źle…
- NIE TAK ŹLE?! To pokaż, że umiesz lepiej – fochnęła się dziewczyna i odeszła pod brzeg areny, gdzie czekał na nią Lyserg.
         Tymczasem na ekranie wyświetliła się informacja mówiąca, że w następnej walce zmierzą się Bill Burton i John. Obaj stanęli naprzeciwko siebie.
- Start! – zawołał Thalim i wycofał się na bezpieczną odległość.
         Ledwo zdążył to wypowiedzieć, a były X-laws został otoczony przez 21 zawodników footballu. Amerykanin nie próżnował. Denbat rozejrzał się dookoła, szukając jakichś słabszych punktów w utworzonym murze. Jednak nic takiego nie dostrzegł. Westchnął więc i wprowadził Rafaela do swojej strzelby (proponuję posłuchać tu piosenki „Angel with a shotgun” ^^ Idealnie pasuje do Johna, nie? :D).
- Rafael! Anielskie światło! – zawołał i z jego broni w górę wyleciał oślepiająco biały promień, rozbijając się na 21 części i uderzając każdego z duchów Burtona. Były zawodnik, był najwyraźniej nieco zaskoczony. John był pierwszym poza Yoh, któremu udało się pokonać jego mur z zawodników. Anglik nie miał zamiaru dłużej się patyczkować z przeciwnikiem.
- Skrzydlaty podmuch! Sto procent foryoku!
         W stronę Amerykanina pomknął kolejny atak, który zdołał wytrącić futboliście jego medium. Zdumiony Burton spojrzał najpierw na przeciwnika, potem na tablicę wyników, aż wreszcie na sędziego, który ogłosił:
- Zwycięża John Denbat z drużyny „Believers”! Oznacza to, że drużyna ta jest zwycięzcą całego pojedynku! Gratulujemy!
         Na widowni rozległy się głośne brawa. Byli X-laws wesoło pomachali do siedzących na trybunach szamanów, a następnie powoli opuścili arenę.
- Ha! Minuta pięćdziesiąt cztery! – zawołała wesoło Meene.
- Co?! Jedna sekunda?!
- Yyy.. Nie to, że się wtrącam, ale przecież ty trochę się ociągałaś z wyłączeniem tego stopera… - cicho powiedział Lyserg, na co blondynka obdarzyła go wściekłym spojrzeniem.
- Czyli wygrałem! :D
- Nieprawda!
- Prawda! – ucieszył się John i dał ukochanej buziaka, aby ją udobruchać.
- No dobra… Uznajmy, że był remis…

No i koniec. Wiem, nudno.. Akcja powinna rozkręcić się w następnej notce. I gomen - nie umiem opisywać walk.. -.-
Jeszcze obrazki:









I to wszystko na dziś. Mam nadzieję, że skoro zacznie się coś ciekawszego, lepiej będzie mi się pisać i tym razem wyrobię się do soboty... 
Do zobaczenia :)

EDIT: Klawiatura nie gryzie... A każdy, nawet najkrótszy komentarz naprawdę sprawia mi radość... I dziwicie się potem, że się spóźniam z notką... Dajcie mi tą motywację, plose *.*

sobota, 1 grudnia 2012

23. "Ci wariaci już tacy są" + Liebster Award

Ohayo!

Gomen za spóźnienie, ale wczoraj były Andrzejki i koleżanki z klasy wyciągnęły mnie na "Lododisco" xD. 
Dobra, na początek sprawy organizacyjne:

1) Jak mi słusznie przypomniała Jen, ostatnio Ren i Choco zaczęli się obijać... Z początku myślałam, czy ich nie wywalić, ale uznałam, że mogą dostać jeszcze jedną szansę :) Jednak, do pomocy przydzieliłam im rasowego gadułę xD Mojego stróża - Willa ^^
W: Siemka wszystkim! Cieszę się, że mogę tu z Wami być. To dla mnie wielki zaszczyt i... *klik - Yohao wyłączyła głos*
No, to przywitanie z nim macie już z głowy xD

2) Przykro mi, ale tym razem czeka Was więcej czytania, bo rozdzialik dobrze mi się pisało ^^
3) Rozdział dedykuję Nat, która mnie chyba zaraz zabije...

4) Liebster Award (temat nieobowiązkowy, kto nie chce czytać, może ominąć)
Otóż dostałam nominację od Raiona, Mii i Kasumi. Szczerze mówiąc nie do końca wiem o co w tym chodzi.... Jednak o ile dobrze zrozumiałam dostaje się 11 pytań, na które trzeba odpowiedzieć. A następnie nominuje się 11 blogów. Wynika z tego, że ja odpowiem na 33 pytania, ale nominuję... No właśnie - tu mam mały problem.. Ze względu na ograniczony czas nie czytam zbyt wiele blogów, więc do końca nie wiem ile się tego uzbiera. Zwłaszcza, że nie można nominować bloga, który Cię nominował. A, i jeszcze "Blogi nominuje się za "dobrze wykonaną robotę"." Miło mi, że ktoś uznał moje wypociny za "dobrze wykonaną robotę" xD
To teraz pytania:

a) Mia:
1. Kogo podziwiasz?
Cóż... Podziwiam wiele osób, między innymi ludzi, którzy byli gotowi oddać życie za innych, albo tych, którzy stworzyli wspaniałe dzieła, np. Hirouki Takei'ego ^^. Z bloggerów, to na pewno tych, którzy swoje blogi prowadzą już długo i mimo to ich nie zawieszają ^^ 
2. Którego bloggera chciałbyś/chciałabyś spotkać w realu?
Ilu ich jest... Właściwie chyba wszystkich... A tak to na pewno: Mia, Spokoyoh, Kasumi, Natisha, Akane i Ashita ^^
3. Jaki gatunek filmowy lubisz?
Właściwie to ulubionego nie mam.. Lubię komedie brytyjskie, a także filmy przygodowe. Nie wiem czy możemy zaliczyć do gatunków anime xD
4. Ulubiony cytat?
Sporo ich... Zapewne "Zwykły łucznik doskonali się tak długo, aż zacznie trafiać, lecz zwiadowca ćwiczy, dopóki nie przestanie chybiać." ze "Zwiadowców" oraz "Dobrzy przyjaciele są jak Anioły, nie musisz ich widzieć, żeby wiedzieć, że są tuż obok".
5. Kiedy zacząłeś/zaczęłaś pisać opowiadania?
Zaczęłam pisać opowiadania... Hmm.. Myślę, że jak tylko nauczyłam się pisać zdania ;D Tak, pisanie opowiadań to moja pasja od dzieciństwa. Jednakże nieco poważniejsze rzeczy zaczęłam pisać na początku gimnazjum.
6. Jesteś raczej spokojny/a czy wybuchowy/a?
Myślę, że to zależy od mojego humoru. Gdy trzeba, potrafię zachować spokój. Jednak lepiej, żeby mi ktoś nie zalazł za skórę... Przekonali się o tym pierwszoklasiści oraz chłopcy z mojej (i nie tylko mojej) klasy xD.
7. Jak spędzasz wolny czas?
Głównie laptop, pisanie, czytanie... No i oczywiście rozmowy na gg, bez których nie mogę żyć ^^
8. Jakie msza plany na przyszłość?
Dokładnie to nie wiem... Albo farmacja albo dziennikarstwo. Nadal się waham... Jednak z bliższej przyszłości... Myślę, ,że chciałabym zostać laureatem olimpiady z geografii i nie pisać egzaminu matematyczno-przyrodniczego, na którym jest też chemia =.=(próżne nadzieje)
9. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Sama nie wiem... Chyba wyjazd na Nową Zelandię i ogólnie podróże, podróże i jeszcze raz podróże ^^ Ale willą z basenem też nie pogardzę ;)
10. Co najbardziej sobie cenisz u innych ludzi?
Uśmiech, pozytywne zakręcenie, ale też umiejętność zachowania się kulturalnie. Kocham też ludzi, którzy mają swoje pasje, którym się oddają *.*
11. Ulubiony aktor?
Orlando Bloom <3 Definitywnie ^^ No i może jeszcze Nicolas Cage ;)

b) Kasumi
1. Czym dla Ciebie jest pisanie opowiadań?
Pisanie jest dla mnie w pewnym sensie oderwaniem od szarego codziennego świata i sposobem na walkę z nudą ^^ (zwłaszcza na niektórych lekcjach - patrz. matematyka)
2. Kto lub co jest Twoim autorytetem?
Moim autorytetem... Myślę, że rodzice. Wzoruję się na nich i staram się robić wszystko, żeby byli ze mnie dumni. Jestem bardzo zżyta z moją rodziną.
3. Ulubiony gatunek literacki?
Fantastyka. Kocham "Zwiadowców", "Harryego Pottera" i "Wizjokrąg". Ogółem również książki o czasach średniowiecznych.
4. Które zwierzę najbardziej opisuję Twoją osobowość?
Myślę, że kot. Bo mam humorki. Czasem łaszę się i przytulam, ale zdarza mi się pokazać pazurrrki ^^
5. Ulubiony piosenkarz/piosenkarka.
Ostatnio polubiłam piosenki Taylor Swift, The Cab... Ale ogółem to chyba nie mam ulubionego.
6. Co chciałbyś/chciałabyś zmienić w swoim zachowaniu?
Pozbyć się lenistwa. 
7. Czego najbardziej nie lubisz w ludziach.
Nietolerancji dla "inności"... Kiedyś miałam z tym do czynienia..
8. Co skłoniło Cię do założenia bloga z opowiadaniem?
Chyba to, że czytałam ich bardzo wiele i już od dawna siedziała mi w głowie historia, którą chciałam się podzielić ze światem. Nawet we snach nie oczekiwałam tylu czytelników *.*
9. Co pomaga Ci poprawić nastrój.
CZEKOLADA <3 I rozmowy na gg z... pewnymi osobami xD
10. Którą postacią z bajki/książki chciałbyś/chciałabyś spotkać w prawdziwym świecie?
Willa ^^ I jeszcze Halta ;)
11. Jaki rodzaj muzyki sprawia, że się relaksujesz?
Może coś od Stinga, oraz (nie pytaj czemu) piosenki świąteczne w stylu "Last Christmas", "All I want for christmas is you"

c) Raion
1. Kiedy zaczęłaś pisać?
Pisać zaczęłam jeszcze jako dziecko ^^. A to opowiadanie to chyba na początku września.
2. Czemu piszesz?
Bo jest to moja pasja i dobry sposób na oderwanie się od codzienności.
3. Jaką tematykę blogów lubisz najbardziej?
O Shaman King ^^
4. Lubisz zwierzęta?
No baa ^^
5. Jakiej muzyki słuchasz?
Wszystkiego po trochu ^^, Ostatnio nieco więcej Jpop i Jrock.
6. Jaki jest twój ulubiony pisarz/ka?
John Flanagan, autor "Zwiadowców"
7. Jaki jest twój ulubiony aktor/ka?
O aktorze już pisałam, a aktorka... Lubię filmy z Jeniffer Aniston, Amy Adams... 
8. Ostatnią książką jaką przeczytałaś jest?
W całości...? "Zwiadowcy - Ruiny Gorlanu" (część 1 sagi - zaczynam od nowa) A nie w całości to "Zemsta" =.=
9. Lubisz szkołę?
Właściwie to chyba tak... Nie ma lepszego miejsca na pisanie ^^ No i tam spotykam moich przyjaciół :)
10. Jakie jest twoje hobby?
Pisanie, śpiewanie, aktorstwo... i wieeeele innych ;)
11. Lubisz czekoladę?
No baa ^^ Nie mogę bez niej żyć <3

A teraz moje nominacje:


I moje pytania:

1) Jaki jest Twój cel w życiu?

2) Jaki jest Twój ulubiony kolor?
3) Ulubiona postać z anime?
4) Ukochana piosenka?
5) Jakie jedzenie najbardziej lubisz?
6) Jakie jest Twoje hobby?
7) Dlaczego piszesz?
8) Wydałabyś kiedyś książkę, gdybyś miała taką możliwość?
9) Jaki kraj chciałabyś odwiedzić?
10) Co zabrałabyś na bezludną wyspę?
11) Bez czego nie wyobrażasz sobie życia?

Przeczytałeś? SZACUN *żółwik*

A teraz nareszcie: ROZDZIALIK ^^

23. "Ci wariaci już tacy są"

        Szczerze mówiąc, zebranie, które zarządziła Anna, utraciło swój oficjalny charakter już po jakichś pięciu minutach od pogodzenia się z dziadkami i zamieniło się w coś pomiędzy rodzinnym spotkaniem, a szaloną imprezą. Gdy tylko seniorowie przeprosili i przebaczyli Hao, Ryu, Choco, Horo i Pilica zgodnie uznali, że trzeba to uczcić. Wobec tego wyskoczyli do Radima po jakieś przekąski i – oczywiście xD – Piccolo^^. 
Właściwie wszyscy bawili się, śmiali i wygłupiali. No, może prawie wszyscy… Yohmei i Kino oświadczyli, że nie mają ochoty słuchać tego łomotu (czyt. muzyki wybranej przez chłopaków) i opuścili mieszkanko „Drużyny Asakury”, aby udać się do wynajętego przez siebie domku na obrzeżach Patch. Wyszli też John, Meene i Lyserg, gdyż mieli jeszcze pewną sprawę do załatwienia. Oprócz nich, była jednak jeszcze jedna osoba, która na samym początku przyjęcia, ostrożnie wycofała się pod ścianę, nie czując się jeszcze zbyt pewnie w nowym towarzystwie.
- Co jest, Hao? – spytał Yoh, który od razu spostrzegł, że braciszek nie dołączył do imprezowiczów. – Coś nie tak?
- Wiesz… - długowłosy nie do końca wiedział, jak to wytłumaczyć, aby przypadkiem nie zranić bliźniaka. Przecież nie powie, że nie chce bawić się z jego przyjaciółmi… Zresztą, to i tak byłaby nieprawda. – Po prostu… Nie chce mi się wierzyć, że oni tak po prostu mnie zaakceptowali…
- To lepiej uwierz! Ci wariaci już tacy są ^^
- Łatwo ci mówić… Po prostu…
- Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr – uśmiechnął się Ryu, który akurat przechodził obok i usłyszał rozmowę Asakurów. – Witamy w rodzinie, mistrzu Hao – dodał i wyciągnął w stronę szatynów miskę z chrupkami. Ognisty szaman wziął kilka do ręki, jednak słuchawkowy grzecznie podziękował. Motocyklista obdarzył ponownie braci szerokim uśmiechem i odszedł do pozostałych. 
Władca płomieni podejrzliwie zerknął na bliźniaka, który nieudolnie starał się zamaskować wybuch śmiechu.
- Dlaczego nie wziąłeś chrupki? – spytał, a po minie wielbiciela cheeseburgerów zyskał pewność, że trafił w sedno.
- Wiesz… Po prostu nie byłem głodny.. – odpowiedział mu Yoh, jednak w jego głosie dało się wyczuć kłamstwo.
- Te chrupki nie są jadalne, tak?
- Co ty gadasz? Jeszcze jak jadalne…
Ton niewiniątka wcale się naszemu piromanowi [W: Ha! :D] nie spodobał. Widząc jednak, że nic więcej z brata nie wyciągnie, przeniósł wzrok na leżące na jego dłoni przekąski. „Raz kozie śmierć” – pomyślał i szybkim ruchem włożył chrupki do ust.
Z początku nie wyczuł nic szczególnego. Dopiero po chwili wyczuł koszmarne pieczenie i nagłą, konieczną potrzebę ugaszenia ognia, który zdawał się płonąć w jego gardle. „Naga Viper” – najostrzejsza papryczka świata… Dziękuję Yoh. Zobaczył, że brat patrzy na niego wyczekująco. Nie. Nie rób mu tej satysfakcji…  
Mimo, że każda komórka w jego ustach i gardle wręcz błagała o wodę, użył całej siły woli, aby nie dać nic po sobie poznać. Dzielnie przełknął ostatni kęs piekielnie ostrego jedzonka i popatrzył na zupełnie zaskoczonego Yoh ze spokojnym wyrazem twarzy.
Słuchawkowy nie miał pojęcia, jak Hao udało się zjeść ulubioną przekąskę Ryu i nie krzyknąć „Ratunku! Płonę!”. Przyglądał się więc dokładnie bratu. Przez chwilę nic się nie działo.
- Naprawdę, nie rozumiem, czemu się nie poczęstowałeś Yoh.
Krótkowłosego zatkało. Czuł, że coś się tu nie zgadza… A brat ewidentnie robi sobie z niego żarty! A przecież to ognisty szaman miał być ofiarą psikusa! Trzeba coś szybko wymyślić…
- Hao? – zaczął wielbiciel cheeseburgerów z niepokojąco szerokim uśmiechem. – Skoro tak ci zasmakowały te chrupki… - chwycił długowłosego za rękę i szybko pociągnął w stronę Ryu. Zaraz potem sięgnął drugą ręką do miski z ostrym przysmakiem i, zanim władca płomieni zdążył zaprotestować, wepchnął mu do buzi całą garść chrupek.
Starszy z bliźniaków otworzył szeroko oczy. Spojrzał na brata. Zaraz potem wypadł z pokoju z prędkością światła i wyleciał na dwór. Yoh pobiegł za nim.
- Hao! Stój! – krzyknął, ale ognisty szaman oddalał się coraz bardziej, aż w końcu znikł za zakrętem.
Słuchawkowy dotarł na średniej wielkości placyk, stanowiący jedno z ładniejszych miejsc Patch (tam, gdzie Manta i Faust jedli lody w odcinku „Gladiatorzy”). Zrobił jeszcze kilka kroków, uniknął lecących w jego stronę niezadowolonych gołębi, zatrzymał się i… wybuchł głośnym śmiechem.
Swojego kochanego braciszka zastał… w fontannie ^^. Hao, całkowicie mokry, z grzywką przyklejoną do twarzy, z pewnością stanowił niecodzienny widok. Kilkoro szamanów, którzy mieli szczęście (lub nieszczęście) znaleźć się w pobliżu, musiało mieć bezcenne miny xD. 
Pozostawało jedno pytanie: „Co zrobi Hao?”. Co prawda, na razie najważniejsze dla niego było ułagodzenie nieco tego pieczenia w gardle... Jednak dla tych, którzy nie mieli jeszcze okazji usłyszeć o uratowaniu życia Yoh przez władcę płomieni, było oczywiste, że nie obędzie się bez zgrillowania wszystkich świadków. Z tego też powodu część spacerujących wolała się bezpiecznie wycofać.
Długowłosy powoli odgarnął mokrą grzywkę z czoła. Pomimo przemoknięcia do suchej nitki, w jego oczach płonął ogień. Spojrzał najpierw na trzęsącego się ze śmiechu bliźniaka, a potem na trójkę chichoczących dziewcząt (Nat, Kas – zwróćcie na to uwagę xD), które stały nieco z boku. Tak na marginesie, całkiem ładnych dziewcząt… ^^ Po chwili zwrócił głowę z powrotem w kierunku Yoh. 
Nagle, młodszy Asakura znalazł się w łapie wielkiego ognistego potworka. DO podniósł chłopaka wysoko do góry, a następnie wrzucił do fontanny. Plan zemsty Haosia przeoczył jednak pewną ważną sprawę – przy upadku słuchawkowego woda utworzyła falę, która ponownie zmoczyła długowłosego od stóp do głów (chociaż moim zdaniem to woda spadająca z góry powinna zmoczyć raczej od głów do stóp… Ale nie będę się sprzeczać z powiedzeniami ;D ). Na samym wrzuceniu do fontanny się więc nie skończyło… Bliźniacy automatycznie dobrali się do swoich mokrych czuprynek.
- Asakurowie! W dwuszeregu zbiórka!
Na głos Anny obaj zastygli w bezruchu. Posłusznie jednak wyszli z wody i stanęli przed rozzłoszczoną blondynką.
- Jak dzieci! Popatrzcie na siebie! Wyglądacie jak siedem nieszczęść!
Braciszkowie uśmiechnęli się niewinnie. W połączeniu z totalnie mokrymi ubraniami i poszarpanymi włosami, wyglądało to doprawdy komicznie. Kyoyama, pomimo swojego zwykle nieugiętego charakteru, nie mogła się na nich gniewać. Westchnęła tylko i odebrała od ledwo co przybyłego Choco, dwa ręczniki, które następnie podała chłopakom. 
Asakurowie opatulili się nimi w ochronie przed wiatrem. Yoh wspaniałomyślnie pomógł też Hao wykręcić włosy, z których wypłynęły chyba ze trzy litry wody, a także wyleciało kilka monet. (A teraz ogłaszam wybory osoby, która poczesze włoski Haosia^^)
Zdarzenie to wywołało niemałą sensację, toteż jak się pewnie spodziewacie, już po chwili dookoła zebrał się tłum ciekawskich. Bliźniacy nic sobie z tego nie zrobili. I nagle spomiędzy gapiów wybiegła drobna istotka i rzuciła się na nic niespodziewającego się ognistego szamana.
- Mistrzu Hao!
- Opacho – uśmiechnął się chłopak i pogłaskał murzynka po główce. Jak on dawno go nie widział… Tyle się działo…
- Gdzie byłeś mistrzu? – spytał malec swoim dziecięcym głosikiem.
- To dłuższa historia. Czy mógłbyś przekazać reszcie, że chcę się z nimi spotkać tej nocy? Niech wszyscy czekają w obozie.
- Tak jest mistrzu! – zawołał wesoło Opacho i już miał odbiec, gdy sobie o czymś przypomniał. – Czy teraz zostaniesz z nami? Martwiliśmy się o ciebie, mistrzu…
Hao przykucnął przed swoim małym kolegą, aby mieć z nim lepszy kontakt wzrokowy. Był wzruszony troską tego dziecka.
- Pamiętaj Opacho. Nie musisz się o mnie martwić. Ja sam sobie poradzę. W końcu jestem mistrzem Hao – zaśmiał się i przyjaźnie poczochrał malcowi włoski.
Murzynek był zupełnie zaskoczony. Coś się zmieniło w zachowaniu długowłosego szatyna. Ten uśmiech… Nie przypominał tego ironicznego uśmiechu, który nie raz pojawiał się na twarzy władcy płomieni po zwyciężeniu pojedynku. Był szczery. Zmieniły się też jego oczy. Nie było w nich tej „uprzejmej pogardy”, a wesołe iskierki. Murzunek nie miał pojęcia, co się działo z jego kochanym mistrzem, ale wydawało mu się, że przyniosło to pozytywne efekty. Dziwiła go jednak obecność Yoh i jego przyjaciół… Ale, jak to dziecko, intensywne przemyślenia nie były jego ulubionym zajęciem, toteż przytulił się jeszcze raz do ognistego szamana i odbiegł na południe, zabawnie podzwaniając bransoletkami na nóżkach.
Hao odprowadził wzrokiem swojego podopiecznego, a następnie spojrzał na tłum ciekawskich, stojący jakieś trzy metry od fontanny. Trochę nużyło go zachowanie tych szamanów… Skąd oni się w ogóle biorą? Wbiegasz sobie na prawie pusty plac, robisz coś głupiego i nagle masz obok siebie kilkudziesięciu gapiów… =.=
- Jakiś problem? – spytał, a następnie zrobił kilka kroków do przodu. Stojący przed nim ludzie od razu rozstąpili się tworząc przejście. Cóż… Czasem opinia zła wcielonego ma swoje zalety ^^
Will: Taa… Jasne…
Hao: Masz jakiś problem, Will? A tak właściwie, to jakim prawem zabierasz głos w dyskusji?!
W: Yohao mi pozwoliła ^^
H: *z wyrzutem* Yohao! Nic mi nie mówiłaś!
Ren: A co ze mną!?
Yohao: No, no, no… Kogo my tu mamy… Któż to się raczył odezwać…? Wiesz Ren, że Jen o ciebie pytała?
R: Tak? Miło mi ^^ *uśmiecha się lekko do Jen*
W&H: =.=
Choco: A o mnie pytała?
Yh: Yyy… Chyba tak…
Ch: *zaciesz* Hejka Jen! :D
Yh: Dobra, kończmy tę bezsensowną pogawędkę, bo się mój kochany tłum niecierpliwi!
Tłum: Noo!
W każdym razie tłum zrobił dla Hao przejście. Wystarczyło jeszcze jedno niezadowolone spojrzenie szamana, a po ciekawskich nie było już śladu^^.
- Wracamy do domu? – zaproponował Ren i cała gromadka powoli ruszyła wzdłuż ulicy.
- Gdzie oni zniknęli? – spytał zdezorientowany Choco.
- Kto? – zdziwił się Hao.
- No… Tłum…
- Nie wiem – wzruszył ramionami. – Oni tak zawsze…

♥♥♥

- Anno, nie wiesz może gdzie jest Hao? – spytał Yoh. 
Minęły już dwie godziny od ich powroty z rynku (uznajmy, że skoro fontanna i gołębie, to to jest rynek xD). Z początku chłopcy chcieli kontynuować imprezę, ale ku ich ubolewaniu zaczynał się właśnie serial „Morderstwo z miłości” i wszystkie dziewczyny oraz Ryu i Choco zabronili komukolwiek wchodzić do pokoju z telewizorem, który – notabene – był największym i najlepiej nadającym się na przyjęcia pomieszczeniem w domku. Skończyło się więc na siedzeniu w sypialni i graniu w „idź na ryby” [W: Chciałbym pozdrowić Matiego ^^] [R: A ja chciałbym, żebyś się zamknął =.=] [Ch: A ja żądam równouprawnienia i też chcę pisać w kwadratowym nawiasie!] (A ja bym chciała, żebyście się wszyscy zamknęli i pozwolili mi pisać dalej, bo marco i yohmei już mi miejsce w studni szykują T.T) [R&W&Ch: Gomen, Yohao-san]
Jednak Hao nie przyłączył się do gry. Z początku siedział na parapecie przy oknie i spoglądał na ulicę. Po pewnym czasie jednak opuścił niewielki pokoik. Młodszy Asakura, w związku z przedłużającą się nieobecnością brata, uznał, że wypadałoby go poszukać.
- Nie widziałam go, przykro mi – odpowiedziała Anna na pytanie szatyna.
Robiło się już coraz ciemniej i gwiazdy pomału zaczęły pomału ozdabiać nieboskłon. Yoh zdał sobie sprawę, gdzie może zastać bliźniaka. Wszedł po schodach na piętro, a następnie na dach. Tak jak się spodziewał, ujrzał ognistego szamana leżącego i wpatrującego się w gwiazdy. Widać było po nim, że coś go gryzie. Wielbiciel cheeseburgerów podszedł do niego i położył się obok. Przez chwilę panowała cisza, przerywana tylko od czasu do czasu jakimiś odgłosami z ulicy.
- Nastał wieczór. Zaraz będę musiał iść – odezwał się w końcu Hao. – A nadal nie wiem, co mam im powiedzieć…
- Prawdę – odparł na to Yoh. Obaj bracia przeszli do pozycji siedzącej.
- I co wtedy? Większość z nich jest ze mną ze względu na królestwo szamanów. Albo widzi we mnie silnego przywódcę… Oni się mnie boją… Ewentualnie są ze mną, bo chcą się czegoś nauczyć…Więc jak mam im powiedzieć, że zrezygnowałem z moich planów?
- Hao… Przecież wiesz, że niezależnie – dobry czy zły – i tak jesteś najsilniejszym szamanem na Ziemi.
Długowłosy uśmiechnął się lekko, a następnie patrząc gdzieś przed siebie rzekł:
- Nie wiem jak teraz wrócę do normalnego życia… Mam wrażenie, że to poprzednie było tylko snem, z którego obudziłem się całkiem niedawno. Kilka dni temu… A może tydzień…? Pamiętam tylko, że byłem z jakiegoś powodu niezadowolony, sam już nie wiem z czego. Chyba przysnąłem później na jakiejś polance, a gdy się obudziłem… Miałem wrażenie, że cała moja nienawiść gdzieś zniknęła. To nie tak, że wcześniej nie zdarzało mi się myśleć, czy dobrze robię… Po prostu od tamtego momentu nie widziałem żadnego sensu w dawnych argumentach… Tylko, że zdawałem sobie sprawę, że już wybrałem swoją drogę i nie mam innego wyjścia… Do czasu…
- Zawsze jest inne wyjście.
- Teraz już to wiem. Dzięki tobie – władca płomieni oparł głowę na ramieniu brata. Siedzieli tak przez chwilę, aż Hao powiedział, że musi już iść do obozu na spotkanie.
- Mogę iść z tobą? – spytał młodszy z bliźniaków.
- Czemu spodziewałem się, że to powiesz?
Zaraz potem wstali i zniknęli w płomieniach.

♥♥♥
Było ciemno. Średniej wielkości polanę oświetlał tylko blask Księżyca i miliardy maleńkich punkcików zwanych gwiazdami. Na środku obozowiska znajdował się dość spory stos drewna i chrustu, który bezskutecznie próbował podpalić Zang Ching.
- Tobie to nawet najprostsze zadania nie wychodzą – mruknął Luchist, który siedział opodal i przyglądał się nieudolnym staraniom towarzysza. Wstał i wziął zapałki z ręki Chińczyka. Zapalił jedną i przyłożył do suchych szczap. Jednak te jak na złość nie chciały się zająć ogniem. Zażenowany, desperacko zaczął próbować z różnych stron. Nadal nic. Zang Ching zaczął się głośno śmiać. Zdenerwowany pastor wściekle rzucił pudełkiem o ziemię, cały czerwony na twarzy. 
- Co się stało? – spytał Opacho, który wyszedł właśnie z namiotu. Podszedł do leżących na ziemi zapałek, podniósł jedną z nich, i rzucił w stronę przygotowanego drewna.
Nagle, cały stos wybuchł wielkim płomieniem, rzucając oślepiająco jasne światło na namioty i zdumionych szamanów.
- J-jak..? – wyjąkał Luchist.
- Przecież on nawet nie zapalił zapałki… - szepnął równie zszokowany Chińczyk.
Jednak murzynek wydawał się jeszcze bardziej zaskoczony niż oni. W pewnym momencie odwrócił głowę i mrużąc oczy, by lepiej widzieć, zaczął przyglądać się ciemnej przestrzeni, do której nie dochodził już blask ognia. Dojrzał pewną postać opierającą się niedbale o drzewo i bawiącą się małym płomyczkiem.
- Mistrz Hao! – zawołał szczęśliwy malec i pobiegł w stronę swojego idola [W: =.=]. Zatrzymał się jednak jakieś dwa metry od niego, gdy zdał sobie sprawę, że długowłosy nie jest sam. W trakcie, gdy chłopiec biegł, zza drzewa wyszedł drugi z braci. Asakurowie uśmiechnęli się identycznie, a starszy z nich zabrał malca „na barana”. Razem ruszyli w stronę ogniska.
Z poszczególnych namiotów powychodzili inni uczniowie Hao. Ogółem, spora grupa osób. Zapewne nie trudno sobie wyobrazić ich miny na widok władcy płomieni z bratem u boku i szerokim uśmiechem na twarzyczce… Pamiętając jednak, że niezależnie od zachowania, mistrz pozostaje mistrzem, pokłonili się lekko. 
- Mistrzu Hao. Dobrze znów mistrza widzieć.
- Mi was również – odparł szatyn. – Zanim zaczniecie zadawać pytania, pozwólcie mi jednak coś wam wyjaśnić…

Dobra, to wszystko ^^
Jeszcze tylko obiecane obrazki z bliźniakami:






A, prawie bym zapomniała ^^. Jak Asakuroholiczka się nudzi, do głowy przychodzą jej różne pomysły xD No i Yohao znalazła sobie program do tworzenia motywów Google Chrome. I stworzyła kilka motywów z bliźniakami:

Jeśli komuś się któryś spodoba, to proszę śmiało brać ^^ Ewentualni poinformować mnie w komantarzu ^^
I to by było na tyle ;)
Do zobaczenie :*