Witajcie Kochani! :D
Z góry przepraszam za zwłokę.. Jakoś tak źle mi się tą notkę pisało... I przyznać muszę, że wyszła chyba najgorzej ze wszystkich dotychczasowych.. Mówiłam już kiedyś, że nie lubię notek przejściowych? Ehh.. Chyba tak...
Nevermind, nie będę się rozpisywać. Powiem tylko, że w przyszłym tygodniu będzie lepiej ^^ A, i że planuję niespodziankę na 14.02 ^^ Ale to niespodzianka, więc ćśś!
Nevermind, nie będę się rozpisywać. Powiem tylko, że w przyszłym tygodniu będzie lepiej ^^ A, i że planuję niespodziankę na 14.02 ^^ Ale to niespodzianka, więc ćśś!
32. Ciężka sprawa... (wymyśl tu tytuł jak Ci weny brakuje.. -.-)
Minęło kilka tygodni.
Tygodni, w trakcie których bliźniacy ponownie stawali się sobie coraz bliżsi.
Ich obietnica, złożona w dniu uratowania Hao, była dla nich świętością. Nikt,
absolutnie nikt nie miał prawa rozdzielać braci. No, oczywiście w granicach
rozsądku…
Do naszej gromadki z czasem dołączyła trójka dziewcząt:
Anabelle, Cassandra i Natalie. Przyjaciółki powoli przyzwyczajały się do
wszechobecnego śmiechu oraz nietypowych kłótni w tej niezwykłej „rodzince”. W
pewnym momencie zdały sobie sprawę, że nie potrafiłyby już z tego zrezygnować.
Za bardzo przywiązały się do Asakurów i ich wesołych towarzyszy.
W ostatnich dniach odbyło się dość sporo walk. Drużyna „The
Ren” pokonała z radością „€2”, a „Drużyna Asakury” w przyjacielskiej potyczce
zwyciężyła „Believers”. Asakurowie mieli też okazję zobaczyć jak walczą ich
nowe znajome. Ku wielkiemu zdumieniu Hao, udało im się pobić „Hanagumi”. Jednak
w jeszcze większy szok wprawiła bliźniaków nazwa ich zespołu. Nazywały się
bowiem „The oak leaf team”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „Drużynę Dębowego
Liścia”. Przy wypowiadaniu tej nazwy, Silva, pełniący rolę sędziego, rzucił
naszym braciom spojrzenie pod tytułem „Mówiłem, że znam taką drużynę” (dla
zapominalskich odsyłam do rozdziału 20 ^^).
Obecnie liczba szamanów pozostałych w turnieju była
naprawdę nieliczna i oczywistością było, że już wkrótce rozpocznie się ostatnia
runda. A to oznaczało zmierzenie się z najsilniejszymi zawodnikami. Dojście aż
tutaj naprawdę nie było łatwe. Pozostali najlepsi, można by powiedzieć „elita”.
I rzeczywiście, tak długo wyczekiwany przez wszystkich
komunikat, pewnego słonecznego popołudnia rozległ się po Patch. Nasi szamani
byli wtedy w trakcie spożywania smacznego obiadku u Karima.
- Uwaga szamani –
usłyszeli głos Goldvy, nieco zmieniony przez głośniki. – Gratulujemy wszystkim,
którzy nadal nie odpadli w turnieju! Została Was zaledwie osiemnastka… - W tym
momencie dało się słyszeć jakieś trzaski i niewyraźne szepty. Po krótkich
zakłóceniach, przewodnicząca rady kontynuowała: - Znaczy się… szesnastka…
Szesnaścioro najlepszych wojowników reprezentujących tu najwyższy poziom.
Możemy zatem ogłosić początek finałowej rundy! Teraz każdy walczy na swoją
kartę. Walki jeden na jednego w najróżniejszych miejscach i warunkach. A
następnie finał. Dokładnie za dziesięć dni. Powodzenia i niech Król Duchów wam
sprzyja!
Wszyscy spojrzeli po sobie z zaskoczeniem. Dotychczas,
mimo iż wiedzieli, że szamanów pozostałych w turnieju jest niewielu, nie
myśleli na poważnie o finale. A tu dowiadują się, że odbędzie się on za dziesięć
dni! Szamani potrzebowali kilku chwil, aby na spokojnie przyswoić sobie
informacje.
- Zaraz… Szesnastu
uczestników? – zdziwił się Manta. – Jak to możliwe? Przecież…
- Opacho zrezygnował –
poinformował go Hao. – Sam powiedział, że nie chce, a ja do niczego nie mam
zamiaru go zmuszać.
- A ta druga osoba? –
zainteresowała się Cassandra, podnosząc wzrok znad książki o aniołach i
demonach, w którą zawzięcie zaczytywała się w każdej możliwej chwili, ku
niezadowoleniu znudzonych towarzyszek.
- Nie wiem – wzruszył ramionami
szatyn.
- A ja chyba tak… -
powiedział Lyserg, przerywając na chwilę jedzenie ryby z frytkami (jest się
rodowitym Anglikiem, nie? ^^) – Pamiętacie tę drużynę, której lider zwyciężył
walkę, ale został ciężko ranny? Jak oni się nazywali…?
- Bodajże „Regenval –
podpowiedziała mu Meene.
- To możliwe… - włączył
się do dyskusji Ryu.
W tym momencie rozdzwoniły się dzwonki wyroczni na przedramionach
drużyn „The Ren”, „Asakury”, „The oak leaf…” i „Gwiazdy”.
- Walki? Już? – zdziwił
się John, podnosząc wzrok znad gazety „The
Patch Times”.
- Hmm… „Gratulacje z
okazji przejścia do finałowej rundy turnieju…” - zaczął czytać Yoh. – „Twoim
pierwszym przeciwnikiem będzie…” – w tym miejscu zamarł, po czym odwrócił głowę
w kierunku chłopaków i napotkał równie niepewne spojrzenie przyjaciela.
- No kto?? – dopytywał
się Ryu.
- Horo Horo Usui… -
szepnął cicho słuchawkowy.
♥♥♥
Patch Village, 133 dzień Turnieju Szamanów
Pogoda: żar się z nieba leje
Najbliższa walka kogoś z drużyny:
nadmiar informacji
To zdarzyło się tak strasznie szybko…
Zaledwie dowiedzieliśmy się o finałowej rundzie, a każdy, kto pozostał w
turnieju otrzymał już swojego przeciwnika. Chyba zapiszę tutaj wszystkich, bo
ciężko będzie się potem połapać…
Kalendarium walk:
Jutro: Faust vs K. Leo (dawniej
drużyna „Sondag”); Natalie vs Ryu
Pojutrze: Luchist vs Choco, Hao vs
L. Vens („Sondag”)
Środa: Piątek: Ren vs B. Retgt („Regenval”);
Cassandra vs A. Merizzo („Sondag”)
Czwartek:
Anabelle vs G. Fietz (drużyna „Regenval”), Yoh vs Horo.
Anna zarządziła
wielki trening dla Yoh, Hao, Fausta oraz Ryu. Mam wrażenie jednak, że oni sami
zbytnio nie narzekają. Wszyscy wzięli się za trenowanie. Ostatnia runda to nie
byle co. Ren już zupełnie zwariował. Nawet Jun nie może odciągnąć go od
biegania, rozciągania i innych, nietypowych ćwiczeń.
Niestety, skoro aż cztery znajome nam
drużyny przeszły do finału, czeka nas teraz sporo walk między przyjaciółmi.
Najbardziej przeżywają to chyba Yoh i Hao. O ile tylko któryś z nich nie
przegra w pojedynku (chociaż na to raczej się nie zapowiada), będą musieli ze
sobą walczyć. Mam cichą nadzieję, że tak szybko do tego nie dojdzie.
Manta
♥♥♥
Czas mijał niesłychanie szybko. Wydawało się, że ledwo co
nasi szamani otrzymali informacje o walkach, a już musieli stawać na arenie. Pierwszy
pojedynek w finałowej rundzie stoczyli z samego rana Faust oraz pewien Arab o
nazwisku Leo. Po zaciętej wymianie ciosów, która trwała około dwudziestu minut,
Tallim ogłosił zwycięstwo nekromanty. Zanim jednak nasi przyjaciele zdążyli się
nacieszyć wygraną, przeciwko sobie stanęli Ryu i Natalie. W tym momencie
kibicowanie stało się nieco kłopotliwe.
Blondynka zaraz po rozpoczęciu utworzyła wielką kontrolę
ducha. Tuż za nią wyrósł ogromny smok. Widać było, że dziewczynie zależy na
wygranej.
- Błąd – szepnął Hao
obserwując walkę. – Ona ma za mało foryoku, żeby już na wstępie je
wykorzystywać…
Tymczasem szaman-motocyklista również wytworzył kontrolę
ducha. Gdy tylko stanął na swoim wielkim pojeździe, zasypał go grad ciosów
zadawanych przez rywalkę. Brunet odparł je, nie przemęczając się przy tym
zbytnio. Wyglądało na to, że był pewny siebie. Zdał sobie bowiem sprawę, że te
drobne ataki nie stanowią dlań żadnego zagrożenia. Niestety, ignorancja nie popłaca.
Natalie w pewnym momencie zamiast kilku drobnych, posłała na Ryu jeden, potężny
cios. Nieprzygotowany na to Tokageroh, nie zdołał się obronić.
Zaskoczony Ryu przez chwilę zawisł w powietrzu (Tak jak w
kreskówkach ^^ Rozgląda się zaskoczony, potem patrzy w dół i leci xD). Zaraz potem
upadł z hukiem na ziemię, wbijając się swoją fryzurką głęboko w piasek. Przez
kilka sekund miał problem, by oderwać głowę od podłoża. Gdy jednak mu się to
udało spostrzegł, iż przypadkowo zabrał pasażera na gapę. I to nie byle jakiego…
- Aaaa! – krzyknął na
widok zwisającego z jego czuba skorpiona. Wystraszony zapomniał nieco o walce i
zaczął wymachiwać rękami oraz biegać w kółko wołając „Zabierzcie to ode mnie!!”.
Widownia tylko westchnęła. Kilka osób przejechało dłonią
po twarzy. Tymczasem Natalie zrezygnowała z wielkiej kontroli ducha,
umieszczając swojego smoka w wachlarzu. Stała przez chwilę przyglądając się
zdezorientowanemu Ryu. Gdy brunetowi udało się w końcu pozbyć natręta,
blondynka zaatakowała z pełną mocą. Ta walka trwała już zdecydowanie za długo,
a w końcu za niecałe pół godziny Karim zamknie bar. I gdzie potem zjeść
kolację?
Nieprzygotowany na odparcie ataku Ryu poleciał kilka
metrów w tył, tracąc przy tym resztę foryoku.
- Wygrywa Natalie Russo!
– ogłosił Radim, po czym jak najszybciej ulotnił się z areny (biedakowi też
zależało na kolacji ^^).
Blondynka zaś uśmiechnęła się niewinnie i podbiegła
uradowana do swoich przyjaciółek.
♥♥♥
- Wygrywa Yoh Asakura z
drużyny… yyy… nieważne… - Tallim ogłosił wynik walki, nieco się pod koniec
zapominając. – To była ostatnia walka 1/8 finału. Zostało już tylko ośmioro
zawodników. I tylko jeden z nich zostanie królem szamanów – członek rady nie
mógł się powstrzymać przed dodaniem „tego czegoś” do swojej wypowiedzi. Zapewne
mówiłby jeszcze długo, lecz jak zdał sobie sprawę, nikt za bardzo go nie
słuchał.
Słuchawkowy stał nad leżącym na ziemi Horo Horo. Niebieskowłosy
był wbrew pozorom silnym przeciwnikiem, toteż młodszy Asakura przez jakiś czas
musiał naprawdę zacięcie walczyć. Jednak, wynik walki był jaki był. A Usui
musiał po prostu się z tym pogodzić.
- To była dobra walka,
stary – uśmiechnął się snowboardzista, podnosząc się z ziemi.
- Przykro mi, że Ci się
nie udało… - zaczął Yoh. – Wiem, że zależało Ci na ocaleniu drobiażdżków…
- Prawda… - humor
szamana z północy nieco się pogorszył.
- Nie łam się. Jak mój
braciszek wygra turniej, już ja przypilnuję, aby pomógł rodzinie Corey –
wyszczerzył się Asakura. Przyjaciel odpowiedział mu tym samym. Zaraz potem
jednak zauważył zbliżającą się do niego siostrzyczkę, która nie była w
najlepszym nastroju…
- To ja spadam! –
zawołał Horo i popędził, nie do końca wiadomo gdzie ^^.
- Nie byłbym taki
pewien, co do mojego zwycięstwa… - Yoh poczuł nagle czyjąś dłoń na swoim
ramieniu. Odwrócił się i spojrzał w ciemne oczy Hao. – Po tym, co tu widziałem
wydaje mi się, że kto inny zasiądzie na tronie… Świetnie się spisałeś.
- Taa… Wiesz, to nie ja
pokonałem swojego rywala w dziesięć sekund…- zaczął słuchawkowy, po czym dodał
nieco ciszej – Dzięki…
- Nie masz za co
dziękować. Naprawdę, to była dobra walka. Jestem z ciebie dumny.
Słysząc ostatnie zdanie wypowiedziane przez bliźniaka, krótkowłosy
poczuł w sercu pewne ciepło. Ciężko sobie nawet wyobrazić, jak ważne były dla
niego te słowa. Nie liczyło się zwycięstwo. Tylko to, aby jego braciszek był
dumny. „No, braciszek i Anna” – dodał w myślach.
- To ja jestem
dumny, że jestem bratem przyszłego króla
szamanów – Yoh wyszczerzył ząbki w lekko złośliwym uśmiechu. Przyjazne kłótnie,
o to, który z nich wygra, towarzyszyły Asakurom od początku finałowej rundy.
Zwykle zaczynały się od niewinnych słów a kończyły…
- Hej, przestań! –
krzyknął Yoh, nie potrafiąc odpędzić się od nagłego ataku łaskotek, zadawanego
mu z wielką satysfakcją przez ognistego szamana.
- Już ja ci dam gadanie
głupot! – zawołał Hao.
Anna oraz stojące obok niej dziewczęta z dawnej „The oak leaf
team” spojrzały na „walczących” ze sobą braci z pobłażaniem. Fryzury bliźniaków
obecnie przypominały skutki romansu błyskawicy i kępy szczypiorku (Arigatou
Spokoyoh-san ^^).
- O co poszło tym
razem? – spytał zdezorientowany Ren, stając obok Cassandry.
- O to, co zwykle –
Anabelle uśmiechnęła się lekko. – O zwycięzcę turnieju.
- Phi! Nie wiem,
dlaczego oni robią sobie jakieś nadzieje… Przecież i tak to ja wygram turniej…
W tym momencie z głośników rozległ się głos. Tym razem
jednak, należał on do Silvy.
♥♥♥
- Nie, nie, nie i
jeszcze raz nie! Nie przeczytam tego… Ja… się wstydzę… - powiedziała Rutherford
czerwieniąc się na całej twarzy. Goldva spojrzała na nią z naganą.
- No wiesz! Wystarczy,
że nie byłaś ani razu sędzią! Bierz ten mikrofon!
- Proszę dać jej
spokój! – wtrącił się Silva, nie mogąc patrzeć na zmuszanie towarzyszki z rady
szamanów do wygłoszenia komunikatu.
Przewodnicząca spojrzała na niego z jadem w oczach. Zaraz
potem do głowy wpadł jej pewien pomysł.
- W takim razie ty
przeczytasz – oznajmiła, podając mu plik gęsto zapisanych kartek z notatkami.
Silva spojrzał na nie z szeroko otwartymi oczami. Nie
spodziewał się takiego obrotu sprawy. Ale widząc wdzięczność w oczach
Rutherford, powiedział sobie „Raz kozie śmierć” i zaczął przeglądać otrzymane
dokumenty.
W pewnej chwili jego wzrok natrafił na tabelę,
przedstawiającą rozkład walk w finale. A także kto z kim mógłby się zmierzyć.
Coś przykuło jednak jego uwagę.
- Goldva… Nie sądzisz,
że lepiej by było aby Yoh i Hao Asakura stoczyli ze sobą walkę wcześniej?
Przecież, jak…
- Taka jest wola Króla
Duchów – przerwała mu staruszka.
- Ale gdy oni spotkają
się w finale…
- Tego nie wiemy.
Przecież przed nimi jeszcze kilka walk. Kto wie, czy któryś z nich nie odpadnie.
Brunet zamilkł. Wciąż jednak niepewnie przyglądał się
kartkom. Przez kilka minut skupiony był na własnych myślach. Na ziemię
sprowadził go jednak zniecierpliwiony głos Goldvy.
- Czytasz, czy nie?
- Tak, tak… -
odpowiedział szybko zaskoczony, po czym dodał nieco ciszej - A co?
Przywódczyni spojrzała na niego jak na jakiś niedorozwój i
wyciągnęła mu z dłoni pomarańczowy arkusz papieru z napisem „DO PRZEKAZANIA
PRZEZ GŁOŚNIKI”. Nasz ulubiony sędzia zmieszał się trochę, po czym chwycił
mikrofon i zaczął czytać.
- Uwaga sza…
Co jest do licha z tym mikrofonem?! – zdenerwował się i uderzył nieszczęsnym elektronicznym
urządzeniem o ścianę, wywołując tylko nieprzyjemny pisk. – Ekhem… Uwaga szamani!
Uroczyście ogłaszamy początek ćwierćfinału! A zmierzą się w nim… Yoh Asakura i
Natalie Russo! Luchist Lasso i Cassandra Brooks! Johann Faust VIII i Anabelle Wilson! Ren Tao i Hao Asakura! Wszystkie walki odbędą się na
arenie! Możliwość zakupienia rozetek, transparentów oraz czapek z twarzą
ćwierćfinalistów oraz członków rady w sklepie u Radima, już od 10$!
Jeszcze tylko obrazki z Jun ^^
![]() |
| Psychiczne to jakieś... O.o |
Na następną notkę... Ktoś z drużyny "The Ren".. Kto? Wy zdecydujcie!
Bay!
Bay!



















